W Utrechcie można było rozstrzygnąć awans do następnej rundy kwalifikacji do Ligi Europy. Drużyna zagrała dobrze w defensywie, Holendrzy właściwie ani razu jej nie zagrozili, co wynikało i z ich słabości, i z dobrej gry obronnej Lecha. Nie udało się natomiast wykorzystać tego, co Lechici w końcówce stworzyli pod bramką rywala, a wcześniej było jeszcze gorzej, bo trudno było wykreować jakiekolwiek okazje.
– To prawda, że brak skuteczności jest naszą słabą stroną. Ważne, że w każdym, właściwie prawie każdym meczu są okazje bramkowe. Jestem przekonany, że bramka w końcu przyjdzie. Cała drużyna zacznie strzelać, nie tylko napastnicy. Pracujemy nad tym, budujemy formę piłkarzy. Doprowadzamy do dyspozycji tych, co z nami nie trenowali od początku. Do tego potrzeba czasu, a mi się nie spieszy. Nie mam do swoich piłkarzy pretensji. Poczekam, aż zaczną zdobywać bramki – uspokaja Nenad Bjelica.
Trener nie wskazuje terminu doprowadzenia drużyny do pełnej dyspozycji. – To jest proces. Jeden potrzebuje więcej czasu, inny trochę mniej. Rozgrywamy mecze, chcemy uzyskiwać dobre wyniki, a jednocześnie staramy się odbudować formę piłkarzy. To nie jest łatwe. Niektórzy z nich nie grali przez cały rok, na przykład Rakels i Nicki Bille. Kiedy przyjdą dobre wyniki będzie nam łatwiej, bo one też budują formę piłkarzy – przekonuje trener Kolejorza.




