Piłkarze Legii zapewniający, że czują się mistrzami Polski, dużo nie przesadzają. Lechia może się do woli sprężać i marzyć o dobrym wyniku meczu przy Łazienkowskiej, ale będzie miała przeciwko sobie tylu przeciwników, że niczego nie ugra. Sensacje wpisane są w futbol. Nic nie jest dane z góry. Jednak nie w tym przypadku. Nie ma co się podniecać czymś takim, jak rywalizacja o mistrzostwo do ostatniego gwizdka. Karty zostały rozdane.
Wynik drugiego meczu miałby znaczenie tylko wtedy, gdyby w Warszawie zapadło rozstrzygnięcie sensacyjne. Bądźmy przekonani, że nie zapadnie. Możemy Lechii współczuć, ale sama jest sobie winna plasując się po sezonie zasadniczym na czwartym miejscu. Taka sama liczba punktów, co u pozostałych drużyn z czołówki, wyklucza ją z europejskich pucharów, a zawdzięcza to nie tylko Lechowi, lecz i znienawidzonej Arce, która w finale Pucharu Polski wykorzystała rozchwianie emocjonalne i nieskuteczność Kolejorza.
Ktokolwiek by w Białymstoku nie przegrał, nie spadnie poniżej trzeciego miejsca. Lechia musiałaby zdobyć w Warszawie choćby punkt, by móc kogokolwiek wyprzedzić, ale tego nie zrobi. Oznaczałoby to bowiem pozbawienie Legii mistrzostwa, a o tak nieprawdopodobnym scenariuszu można zapomnieć. Gdyby w obu spotkaniach padły remisy, obecny układ zostałby utrwalony. Lech zagrałby w pucharach dzięki trzeciemu miejscu w lidze.
Lech może pluć sobie w brodę, że nie zdobył kilku punktów więcej. Szanse na to były. Wystarczyło nie spuścić z tonu w kluczowym momencie, nie tracić punktów. Wtedy nikt nie tworzyłby iluzji o sensacjach w Warszawie, czy innych kosmicznych wydarzeniach. Wystarczyłoby grać do końca swoje i cieszyć się z sukcesu, którego w trakcie sezonu nic nie zapowiadało. To Legia byłaby teraz w rozpaczliwej sytuacji i wierzyłaby w cuda, bo tytuł wymykałby się jej z rąk. Pewna dopływu gotówki dzięki meczom w pucharach, a współczynnik rankingowy ma wysoki, może się wzmocnić. Wypada zacisnąć zęby i życzyć jej jak najdłuższej gry w Europie, bo gdyby odpadła wcześnie, skupiłaby się na lidze i za rok trudniej byłoby ją zdystansować, a przecież wierzymy, że Lech będzie się bił nie tylko o miejsce w pucharach.
Mentalna słabość Lecha ujawniła się w najgorszym momencie. Miała wpływ na rozstrzygnięcia w najważniejszych meczach, pogrzebała możliwość odebrania Legii mistrzostwa. Na pocieszenie trzeba przypomnieć, że tytuł dla niej przesądza start Lecha w europejskich pucharach, bo tak się ułożyła tabela. Najczarniejszy scenariusz nie sprawdzi się zatem. Nie powtórzy się poprzedni, koncertowo zmarnowany sezon. Trudno odczuwać satysfakcję. Trochę więcej profesjonalizmu, trochę mniej minimalizmu, a można byłoby cieszyć się nawet z dubletu.



