Sądne mecze Kolejorza. Wytrzyma presję?

Spowszedniały nam już trzybramkowe zwycięstwa Lecha. Kiedyś takie wyniki wprawiały kibiców w euforię. Dziś kręcimy nosem na nierówną grę, stratę kontroli nad wydarzeniami na długie minuty, brak formy piłkarzy nie tak dawno czołowych, takich jak Pawłowski. Pokonanie słabej Termaliki nie dowodzi naszej potęgi. Lech jest w dobrej sytuacji, nie musi oglądać się na nikogo, wystarczy mu wygrywać własne mecze. Problem w tym, że czekają na nas przeciwnicy dużo trudniejsi, a publiczność będzie liczniejsza niż w Niecieczy.

Najwyższe nawet zwycięstwo traci sens, gdy nie zostanie potwierdzone trzema punktami w następnym meczu. W niedzielę do Poznania przyjedzie Pogoń, która postawiła się Legii, niczego jednak nie zdziałała, bo jest od niej dużo słabsza. Także od nas była słabsza, gdy częstowaliśmy ją „trójkami” w lidze i Pucharze Polski. Logika wskazuje, że i teraz nie będzie miała wielkich szans. Kłopot niestety w tym, że drużyna ze Szczecina nie będzie jedynym tego dnia przeciwnikiem Kolejorza. Musi się on mierzyć także ze sobą. W Niecieczy dał radę, odbudował się po finałowej klęsce, w czym bardzo mu pomógł fakt, że poprzeczka wysoko nie wisiała.

Lecha czekają sądne tygodnie. Trzy dni po meczu z Pogonią jedzie do Warszawy, by w kolejną niedzielę powalczyć u siebie z Lechią. Te trzy rozegrane w tydzień spotkania będą kluczowe. Gdyby udało się odprawić Pogoń, nie przegrać na Łazienkowskiej, wygrać z Lechią, sytuacja zrobiłaby się fantastyczna. Do końca rozgrywek pozostaną dwa spotkania. Wystarczy wygrać u siebie z Wisłą i pojechać do Białegostoku bój stoczyć ostatni. Jagiellonia będzie już po meczach z dobrze grającą u siebie Lechią i z jeszcze lepiej spisującą się na wyjazdach Legią. Wątpię, by wciąż liderowała, ale każde rozstrzygnięcie jest możliwe. To tylko polska liga. Żadnej ekipy nie stać na długotrwałą stabilizację formy.

Misja Lecha nie jest niewykonalna. Pozostała tylko mała wątpliwość – nie mamy pojęcia, czy drużyna potrafi ostatnie spotkania rozegrać na wystarczającym poziomie. Wystarczy chwilowy brak koncentracji, by plany się posypały, a jak już wiemy, niepowodzenia nie spływają po naszych piłkarzach jak po kaczce. Wierzymy w naszą drużynę, choć coś nam podpowiada, że ślepa wiara w końcowy sukces może okazać się bolesna.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli