– Rywalizacja między naszymi bramkarzami wciąż trwa – mówi trener Andrzej Dawidziuk. – Matus częściej gra w lidze, „Jasiu” pokazał się w Pucharze Polski. Wiadomo, że w niedzielę wystąpi Putnocky, Burić chwilowo jest poza składem. W meczu z Zagłębiem Lubin wróci do osiemnastki i wszystko się może wydarzyć. Dwaj bramkarze gotowi do tego, by w każdej chwili wyjść na boisko i solidnie bronić to duży komfort. Najlepiej, by każdy z nich zachował rytm meczowy. Stąd decyzja, by Burić rozegrał mecz w zespole rezerw.
Trener bramkarzy nie napiętnował Buricia za postępowanie w Warszawie, gdy w końcówce meczu z Legią wbiegł na boisko z ławki rezerwowych w obronie Dawida Kownackiego napastowanego przez Arkadiusza Malarza. Za udział w przepychankach nie może teraz grać, bo sędzia Szymon Marciniak czerwoną kartką ukarał nie winowajcę tego zajścia, lecz Jasmina. – „Jasiu” pokazał charakter. Dowiódł, że jesteśmy zespołem, stanowimy jedność. Nie na wszystko mamy wpływ, dopiero kiedy emocje opadną spoglądamy na takie wydarzenia ze spokojem. Mogło to się ułożyć inaczej, ale do Buricia nie mam żadnych pretensji – zapewnia Andrzej Dawidziuk.
Jasmin w dużym stopniu przyczynił się do zwycięstwa drugiej drużyny Lecha w ważnym spotkaniu przeciwko Elanie Toruń, zespołowi ze ścisłej czołówki III ligi. – Od tak doświadczonych zawodników, gdy grają z dużo młodszymi kolegami, wymagamy pełnej koncentracji i zaangażowania. Jasmin wykorzystał doświadczenie wyniesione z boisk ekstraklasy. Wcześniej z naszymi piłkarzami różnie z tym bywało. Teraz nie tylko Burić, ale także Dudka i Wilusz zagrali tak, jak powinni – podkreśla trener.
Jasmin przez przymusową przerwę w grze stracił miejsce w drużynie, nie załapał się też do reprezentacji Bośni i Hercegowiny. – Jego sytuacja zmieniła się, ale nie na długo. Tylko na chwilę stracił miejsce w naszym zespole. Zanim to się stało, rozegrał niemało spotkań w wyjściowym składzie. Ponieważ wciąż jest w meczowej gotowości, w każdej chwili możemy go zobaczyć w bramce Lecha – zapowiada Andrzej Dawidziuk.



