UEFA ustala grupy po sześć drużyn rozstawionych i sześć nierozstawionych według dla nikogo postronnego niezrozumiałych kryteriów. Być może decyduje o tym przypadek, ślepy los, ale niekoniecznie. Wiadomo tylko tyle, że nie mogą trafić na siebie drużyny z tego samego kraju, a te z grupy rozstawionych wylosują którąś z nierozstawionych. Lech jest rozstawiony, ominie go więc „przyjemność” potykania się z Rubinem Kazań, FC Salzburg, Fenerbahce, Girondins Bordeaux, Slovanem Liberec. Szczęście, że nie cały wysoki niegdyś współczynnik Lecha został w poprzednich sezonach roztrwoniony i nie trafiliśmy do grupy klubów nierozstawionych…
Gdyby jednak los okazał się dla Lecha łaskawszy i ktoś inny mierzyłby się z mocnymi Chorwatami, grozi nam daleka wyprawa do Kazachstanu, na mecz z Kairatem Ałmaty. Byłoby to rozwiązanie fatalne logistycznie, niekorzystne dla klubu i kibiców. Wydanych na podróż pieniędzy nie można było zrekompensować meczem u siebie, jeżeli UEFA nie wycofa się drakońskiej i niesprawiedliwej kary za hasło na kibicowskiej fladze i nie wpuści widzów na stadion.
O pozostałych rywalach można powiedzieć, że są mocni, ale żaden nie jest poza zasięgiem Lecha. Kibice nie mieliby nic przeciwko wyprawie do niedalekiego Mińska, do Szekesfehervar na Węgry, czy nawet do słonecznej, gorącej klimatycznie i kibicowsko Grecji, a Atromitos to klub z przedmieścia Aten. Najsłabszym przeciwnikiem wydaje się macedoński Rabotnicki, jest więc najmniej prawdopodobne, że właśnie na niego trafi Kolejorz.



