Zawodnik Legii spadł na ciebie, nie można było tego uniknąć.
– Nie wiedziałem nawet, co się dzieje, poczułem tylko mocny ból. Bałem się nawet, że noga jest złamana. Próbowałem grać dalej, bo myślałem, że wszystkie zmiany zostały wykorzystane, a bardzo mi zależało, by pomóc drużynie. Boisko opuszczałem ze łzami w oczach, tak bardzo mnie bolało.
Co czujesz po takim meczu?
– Oczywiście duży niedosyt. Prowadziliśmy 2:0, mecz był pod kontrolą. Kwadrans przed końcem wszystko się posypało, po przypadkowej bramce, jaką straciliśmy.
Mogłeś jeszcze odwrócić losy meczu, po ładnej indywidualnej akcji znalazłeś się w dobrej sytuacji. Uderzyłeś minimalnie niecelnie.
– Czegoś zabrakło. Po meczu analizowałem, czy nie mógłbym uderzyć inaczej, w długi róg. Okazało się, że nic by to nie dało, na linii strzału stał Dossa Junior. Jedyna możliwość to było uderzyć w krótki róg, ale można to było lepiej zrobić.
Schodząc z boiska podziękowałeś oklaskami warszawskiej publiczności za ciepłe przyjęcie, ale chyba nie uzyskałeś zrozumienia.
– Podziękowałem za bardzo fajną atmosferę. Nie każdy mecz jest taki, niektóre odbywają się w obecności 3-4 tysięcy osób. I o to mi chodziło dziękując publiczności. Niektórzy źle to zinterpretowali.
Rozmawiał Józef Djaczenko



