[widgetkit id=52] |
Projektantem hali był Jerzy Turzeniecki. – Spontaniczna myśl zbudowania hali zaspokajającej wymagania społeczeństwa w dziedzinie masowej kultury, fizycznej i estradowej, zrodziła się pod koniec lat 60. Mowa o tym była podczas spotkań towarzyskich, aż zainteresował się tym wiceprzewodniczący Wojewódzkiego Komitetu Kultury Fizycznej. Komitet Wojewódzki włączył się w to, gdy wysunięto pomysł upamiętnienia 30-lecia PRL. Bez takiego poparcia nie byłoby mowy o realizacji – mówi architekt.
Nadanie sprawie otoczki politycznej spowodowało, że grę włączyły się najwyższe czynniki partyjne i państwowe. Był rok 1969, trzeba się było brać do pracy jak najszybciej, by zdążyć na rok 1974, czyli na jubileusz komunistycznego państwa. Inaczej przedsięwzięcie traciło sens. Zmobilizowano kilkadziesiąt przedsiębiorstw, które zobowiązały się prowadzić budowę w ramach czynu społecznego. Tworzenie dokumentacji powierzono Poznańskiemu Biuru Projektowemu Budownictwa Przemysłowego, którego dyrektor odpowiedzialnym za projekt uczynił inżyniera Turzenieckiego. Inwestorem był Wydział Kultury Fizycznej i Turystyki Urzędu Miejskiego. Do budowy można było przystąpić, gdy dokumentację zatwierdziły wszystkie możliwe czynniki, a uchwałę w tej sprawie podjęła Miejska Rada Narodowa.
Zwyciężył pomysł budowy hali 5-tysięcznej. Jerzy Turzeniecki jest przekonany, że nawet dziś budowa hali kilkunastotysięcznej w mieście wielkości Poznania jest absurdem. – Nigdy nie będzie wykorzystywana – twierdzi, jakby zapomniał (lub nie wiedział) o wielkich imprezach omijających Poznań, takich jak obecnie trwające siatkarskie Mistrzostwa Świata.
Zastanawiał się nad kształtem hali. Presja czasu spowodowała, że projektant zdecydował się na kształt kulisty zapewniający powtarzalność elementów konstrukcji i elastyczność w realizacji za pomocą gotowych stalowych form do betonu. Korzystano z 36 typów takich form. Długo nie wytrzymywały, bo były wykonane z kiepskiego materiału. Okrągła hala jest wizualnie ciekawa, ale o jej funkcjonalności nie ma mowy – kuliste trybuny nie zapewniają komfortu widzom oglądającym z konieczności mecze z oddali. Hala za to idealnie nadawała się do organizacji występów zespołów „Mazowsze” i „Śląsk”, do wieców partyjnych i spotkań patriotycznych. Lożę honorową tak usytuowano, by ułatwić dostęp osobom wręczającym notablom wiązanki kwiatów.
W tamtym czasie, zanim projekt został skierowany do realizacji, potrzebował opinii wielu komisji. Każda z nich wprowadzała własne udoskonalenia, narzucała dodatkowe rozwiązania. Przez takie zmiany widownia straciła tysiąc miejsc. Problemem dla projektanta stała się konieczność uwzględnienia kinowego ekranu o powierzchni 400 metrów kwadratowych, chowanego do zapadni o 5-metrowej głębokości, rozpinanego na dwóch długich, składanych masztach. Do dziś w arenie znajdują się obudowy do dwóch potężnych projektorów.
– Trzeba było rozwiązać takie problemy, jak oświetlenie płyty boiska i widowni, odprowadzanie wody z dachu. Zakres materiałów był bardzo ubogi, mieliśmy do dyspozycji marny cement i mało trwałą stal. Trzeba było uporać się ze skutkami nierównomiernie nagrzewającej się, a więc „pracującej” kopuły. Kłopot rozwiązaliśmy przez przewalcowanie blachy stanowiącej pokrywę, czyli zwiększenie jej powierzchni. Do dziś zmienia przez to kolor kopuły w różnych porach dnia – mówi J. Turzeniecki. Stanowczo dementuje plotki powtarzane w latach 70. o pokryciu kopuły cienką warstwą złota.
Budowa hali budziła zainteresowanie, ale i pojawiały się przejawy zawiści. Projektanta absurdalnie oskarżono o plagiatowanie biblioteki znajdującej się w australijskiej Canberze. Do Komitetu Wojewódzkiego PZPR wpłynęła propozycja powierzenia projektu architektowi zagranicznemu, skoro polski nie potrafi zaprojektować kopuły nie wymagającej podpierającej ją kolumny. Ktoś podpatrzył zainstalowany na czas budowy, stojący na środku słup podtrzymujący konstrukcję…
W Arenie gościły światowej sławy gwiazdy. Zapełniała się po brzegi podczas hitowych meczów koszykarzy Lecha, goszczących czołowe kluby europejskie, walczących o mistrzostwo Polski. Także koszykarki Olimpii, rywalizujące w Pucharze Ronchetti, potrafiły wypełnić halę. Najbardziej gorąca atmosfera panowała w latach 90., gdy odbywały się tu halowe turnieje piłkarskie z udziałem piłkarzy Kolejorza.
W poprzednich dekadach Poznań tętnił sportowym życiem. Arena gościła nie tylko koszykarzy, ale i bokserów, hokeistów, siatkarzy, piłkarzy ręcznych, tenisistów. Regularnie odbywały się tam lekcje wychowania fizycznego. Dziś hala służy sportowi od przypadku do przypadku. Słabe drużyny, grające w niższych ligach, rozgrywają mecze w halach niewielkich, mieszczących kilkaset widzów. Kocioł lokomotywy nie jest potrzebny, odbyło się kilka poważnych modernizacji. Niewielu poznaniaków wie, że w hali można przenocować – znajdują się tu pokoje hotelowe, jest i sauna.



