Sukces w Pradze trzeba cenić bardzo wysoko. Polki grały w stolicy Czech w mocno osłabionym składzie bez kontuzjowanych i chorych : Aleksandry Bugały, Joanny Hawrot, Pauliny Polewczak i Natalii Wiśniewskiej.
Wyniki ostatnich niedzielnych spotkań w walce o miejsca 5 – 8: Anglia – Białoruś 3:4 (2:3), Czechy – Francja 2:1 (0:0)
Mecz o brązowe medale Polska – Austria 2:1 (1:1) bramki: Okaj (7, kr), Sławińska (29, kr) – Irene Balek (20, kr). Skład Polek: Nowicka – Okaj, Rybacha, Wieloch, Walasek plus Sławińska, Wittke i Katerla.
Finał: Holandia – Niemcy 3:0 (1:0)
Klasyfikacja końcowa: 1. Holandia, 2. Niemcy, 3. POLSKA, 4. Austria, 5. Czechy, 6. Białoruś, 7. Anglia, 8. Francja.
Spadły dwie ostatnie drużyny. Z II dywizji w litewskich Szwalach awansowały Ukraina i Belgia.
Trener Polek Krzysztof Rachwalski nie krył uznania dla swojej reprezentacji: – Dziewczyny stoczyły trudne boje w fazie grupowej. Znowu nie potrafiły sobie poradzić z niewygodnymi Białorusinkami. Po fazie eliminacyjnej przeszły prawdziwą metamorfozę. Decydujące mecze w pierwszej czwórce rozegrały bardzo dobrze taktycznie. Pozostaje oczywiście pewien niedosyt, bo gdy ma się 75 sekund do końca spotkania i dopiero wówczas wyrównuje drużyna, która dzień później pewnie sięga po mistrzostwo Europy, to trudno się dziwić. Czy mając do dyspozycji cztery podstawowe zawodniczki dziewczyny zdziałałyby więcej? Dzisiaj jest to tylko gdybanie. Na pewno – ze względu na duże doświadczenie – miałbym w Pradze większe pole manewru. Sam mistrzostwa wyrównane i pełne niespodzianek. Kto mógł przypuszczać, że srebrne medalistki sprzed dwóch lat Białorusinki dopiero w ostatnim meczu z Angielkami przypieczętują swe utrzymanie w gronie najlepszych?
Andrzej Kuczyński



