Widzew może się „zamurować”. Bronić się całą drużyną licząc na kontry. Lechowi trudno się gra z takimi drużynami.
– Taką obronę trzeba będzie złamać. Trudno się zresztą spodziewać, że Widzew frontalnie zaatakuje Lecha. Niejedna drużyna próbowała się „murować” przy Bułgarskiej. Widzew nie jest wyjątkiem. Tylko drużyny z górnej części tabeli próbują grać tu odważnie. Te z dołu tabeli nie robią tego nigdy.
Korona próbowała grać piłkę otwartą. Także Cracovia wzięła sprawy we własne ręce.
– Tak, Korona grała odważnie i źle się to dla niej skończyło. Także Cracovia tego próbowała od pewnego momentu. Jak się okazuje, Cracovia wcale nie jest taka słaba, jak się wydawało. Bała się meczu w Poznaniu, ale wywiozła stąd punkt. Jeżeli forma, którą Lech zasygnalizował w Gliwicach zostanie podtrzymana, to nie widzę większych problemów. Powinien sobie poradzić. Najważniejsze, to napocząć przeciwnika, i to w miarę szybko. Ta bramka może paść po przerwie, tak było w meczu tych drużyn wiosną, ale kiedy już padnie, to jest prawdopodobne, że Lech przeciwnika rozstrzela.
Jeżeli uda się pokonać Widzew, czyli zwyciężyć w drugim kolejnym meczu, będzie można powoli mówić, że to już koniec kryzysu?
– Nie. Kiedy spytałem trenera Rumaka, po ilu zwycięskich meczach będzie można ogłosić koniec kryzysu odpowiedział, że po dwudziestu, bo tyle zostało do końca. Dwa mecze wygrane to jeszcze nie seria. Potem jest wyjazd do Bielska-Białej, terminarz jest więc korzystny.
W Bielsku-Białej, grając przeciwko Czesławowi Michniewiczowi, nie musi być łatwo.
– No właśnie, nie rozpędzajmy się. Po wygraniu z Widzewem oddech będzie głębszy i spokojniejszy. Koniec kryzysu będzie można ogłosić, gdy większa grupa piłkarzy wróci do gry. Póki co, ta kadra jednak jest zbyt wąska.
Rozmawiał Józef Djaczenko



