Znów zwycięstwo Lecha, znów cztery gole

Po przerwie na mecz z Dinamo Batumi Lech, w czwartym i ostatnim swym sparingu podczas tureckiego zgrupowania, wrócił do wygrywania i strzelania czterech bramek w spotkaniu. Pokonał mistrza Słowenii NS Mura 4:1 po bramkach Marchwińskiego, Kamińskiego i dwóch Amarala. Mecz był żywy, szybki, ale piłkarzom Kolejorza nie zależało na unikaniu błędów.

W składzie bliskim najlepszemu rozpoczął Lech ten mecz. Nic dziwnego, że gra była dużo lepsza, bardziej płynna niż w poprzednim sparingu, przeciwko mistrzowi Gruzji. Niestety, piłkarzom Lech zdarzały się też karygodne straty piłki. Błędy popełniali Velde, Karlstroem, Periera. Ten ostatni mógł się zrehabilitować świetnym rajdem i dośrodkowaniem do Marchwińskiego, który znalazł się sam przed bramkarzem, ale dwukrotnie strzelając nie zdołał go pokonać.

Po kilku minutach przed dobrą okazją do zdobycia bramki, po dobrym podaniu w pole karne, stanęli Słoweńcy, nie pokonali jednak van der Harta. Po kwadransie gry doszło do scysji między zawodnikami obu drużyn, zrobiło się nerwowo. Sędzia uspokoił sytuację, a po kilku minutach Lech wyszedł na prowadzenie po pięknej akcji. Na słoweńską bramkę popędził Kamiński, mógł wykonać swe firmowe zagranie –zejść na prawą nogę i strzelić. Dostrzegł jednak biegnącego obok Amarala, ten spokojnie strzelił do opuszczonej bramki.

Niemal natychmiast Lech mógł podwyższyć prowadzenie. Szczęścia zabrakło Kamińskiemu i Amaralowi. Udało się za trzecim razem, w 25 minucie, gdy Satka pobiegł z piłką lewą stroną boiska, uruchomił Rebocho, jego dośrodkowanie bramkarz jakoś zatrzymał, ale do piłki dopadł Kamiński i pewnie skierował ją do bramki. Piłkarze NS Mura wzięli się do roboty, by odmienić przebieg meczu, mieli kilka okazji bramkowych, kilka stałych fragmentów gry.

Po 34 minutach Lech prowadził już tylko 2:1, po rajdzie i świetnym strzale przeciwnika, którego nikt agresywnie nie atakował. Takim wynikiem skończyła się pierwsza połowa, a druga zaczęła od kolejnych błędów Lechitów. Satka i Murawski grali pod własną bramką tak, jakby koniecznie chcieli pozwolić rywalowi wyrównać, Słoweńcy nie skorzystali jednak z okazji.

Nie kleiła się Lechowi gra, zachowywał się nonszalancko, mnożyły się straty. Pokazał jednak klasę, gdy wreszcie przeprowadził płynną akcje. Amaral posłał piłkę na prawą stronę, Kamiński dośrodkował, a Marchwiński nie miał żadnego problemu ze strzeleniem trzeciego gola dla Lecha i swego trzeciego podczas zimowych sparingów. A po chwili Amaral strzelił drugą swą bramkę w meczu, wykorzystując błąd przeciwnika i Lech prowadził już 4:1.

Trener Skorża robił zmiany, piłkarze grali spokojnie, wypracowywali sobie kolejne okazje bramkowe. Najlepszą z nich fatalnie spartaczył Michał Skóraś. Pod koniec spotkania mało skoordynowani defensorzy Lecha pozwolili przeciwnikowi wyjść sam na sam z Bednarkiem. Poznański bramkarz nie dał się pokonać. Tuż przed końcem bramkarz słoweński zatrzymał bardzo dobry strzał Skórasia, a kilka sekund później skrzydłowy trafił w poprzeczkę.

Udostępnij:

Podobne

Zwycięstwem uczcili mistrzowski tytuł

To był niecodzienny mecz. Szczelnie wypełnione trybuny, atmosfera wielkiego święta, poczucie wypełnionej misji. Piłkarze Lecha mogli zagrać na luzie, cieszyć się futbolem, choć nie wszystko