Po 30 meczach sezonu zasadniczego Lech był na czele tabeli z ogromnymi szansami na mistrzostwo Polski. Wszystko przemawiało za nim – gra na własnym stadionie z głównymi konkurentami, najlepszy bilans bezpośrednich spotkań, forma drużyny. To, co się potem zdarzyło, trudno w racjonalny sposób wytłumaczyć. Kolejorz przegrał trzy kolejne mecze na własnym stadionie doprowadzając kibiców do rozpaczy i wściekłości, zmuszając właściciela klubu do niestandardowych zachowań.
Reakcja klubu była radykalna, jak nigdy dotychczas: natychmiastowe wyrzucenie trenera Nenada Bjelicy. Być może miało to związek z tym, że na żywo mecz oglądał Jacek Rutkowski, właściciel klubu. Nie wytrzymał. Misję prowadzenia drużyny w dwóch ostatnich meczach zarząd powierzył pracownikom klubu: Ulatowskiemu i Rząsie, działającym na rzecz akademii, oraz zajmującemu się ostatnio skautingiem Araszkiewiczowi. Dwaj ostatni formalnie będą pełnić funkcję asystentów, jednak ich wpływ na drużynę będzie taki sam, jak Ulatowskiego. W sztabie trenerskim pozostaną Andrzej Dawidziuk trenujący bramkarzy i Andrzej Kasprzak, zajmujący się przygotowaniem fizycznym.
– Nie możemy wprowadzić nowego systemu gry, nowych treningów. Nie spojrzeliśmy jeszcze piłkarzom w oczy, więc nie wiemy, w jakiej znajdują się dyspozycji. Przed nami dopiero pierwszy trening. Jeżeli w czymkolwiek możemy zespołowi pomóc, to w sferze mentalnej. Chcemy pobudzić zawodników, żeby zdali sobie sprawę, że nieprzypadkowo liderowali po 30 spotkaniach. Muszą uwierzyć w siebie – mówi Rafał Ulatowski.
W sobotę Lech wylatuje samolotem do Krakowa na mecz z Wisłą. Istnieją jeszcze matematyczne szanse na mistrzostwo Polski, ale mało jest prawdopodobne, by wszystkie warunki zostały spełnione. Jagiellonia musi stracić punkty w Lubinie, Legia przegrać u siebie z Górnikiem, a Lech pokonać w Krakowie Wisłę. Wtedy o wszystkim zadecyduje ostatnia kolejka, w której Lech będzie u siebie gościć Legię. Najtrudniejszym do spełnienia warunkiem są zwycięstwa Kolejorza. Możliwy jest też czarny scenariusz: dwie porażki przy niekorzystnych wynikach innych meczów mogą Lecha wyeliminować z pucharów.
Trzyosobowy trener nie zdradził żadnych szczegółów dotyczących prowadzenia drużyny w ostatnich spotkaniach. Głównym jego zadaniem jest psychiczne odblokowanie piłkarzy.
– To nie jest zadanie dla jednej osoby. Jedna głowa to za mało. Piłkarze muszą zacisnąć zęby, zmierzyć się z krytyką i presją, są zawodowcami – mówi Ulatowski. Ani on, ani pozostali współtrenerzy nie mieli możliwości spotkania się z trenerem dotychczasowym. Decyzja o powierzeniu im misji prowadzenia zespołu zastała ich w różnych miejscach. Wcześniej jednak współpracowali z Bjelicą, mieli z nim bardzo dobry kontakt. Na to, co się w najbliższym tygodniu wydarzy, nie będzie to miało żadnego wpływu.



