Taki dzień musiał przyjść. Szkoda tylko, że szkody są nieodwracalne

Tylko trzy dni trener Lecha Niels Frederiksen cieszył sie opinią człowieka dokonującego rzeczy wielkich. Jego drużyna, grając co kilka dni, wygrywała i wygrywała, piłkarze nie tracili świeżości, wprost przeciwnie, sprawiali wrażenie nakręcających się coraz bardziej. Gwiazda całej ligi Ali Gholizadeh był architektem wszystkich goli w fantastycznym meczu przeciwko Rakowowi. Mając kogoś takiego w składzie Lech był niekwestionowanym faworytem ćwierćfinału Pucharu Polski, a trener nie wykluczał sięgnięcia po trzy trofea, „bo dlaczego nie”.

W tym wszystkim i on, i kibice zapomnieli o najważniejszym: Lech to jest Lech. Bez względu na to, jakich ma piłkarzy, w jakiej fazie rywalizacji się znajduje, zawsze potrafi sprowadzić na ziemię. Tak tu jest od lat, kibicowska przypowiastka o niespodziewanym (a właściwie bardzo już spodziewanym) zaliczeniu ciosu mokrą ścierką w twarz nie wzięła się z niczego. Nie tylko zresztą tu, ale wszędzie każda seria, zwłaszcza zwycięska, kiedyś się kończy. Tyle, że nie musi to następować w takim momencie, w meczu, którego przegranie oznacza stratę nie do odrobienia.

Piłka nożna wymyka się regułom, kpi z nienaruszalnych zasad, niektóre zjawiska trudno myślą ogarnąć. Górnik przyjechał do Poznania z mocnym postanowieniem awansu. Nic za nim nie przemawiało, zwłaszcza wyniki ostatniej ligowej kolejki i nieporównywalna jakość piłkarzy jednej i drugiej drużyny. Większą renomą może też szczycić się trener Kolejorza. Jednak Gasparik, człowiek spokojny, zrównoważony, ma to coś, co pozwala odnosić niespodziewane sukcesy. Nie kto inny, jak on, prowadząc Spartaka Trnawa, wyeliminował ekipę van den Broma. W ojczystej Słowacji wyspecjalizował się w zdobywaniu pucharu, pokonywaniu mocniejszych rywali. W Polsce idzie w tym samym kierunku. Sprawił, że Górnik w Poznaniu ruszył jak po swoje. Obnażył słabości Lecha, zdobył gola, dopisało mu szczęście. Niemożliwego, czyli zwycięstwa nad faworytem na jego stadionie dokonał nie piłkarską jakością, ale siłą woli, desperacko walcząc z Lechem, a jeszcze bardziej z czasem.

Czy trener Lecha popełnił błąd decydując się na bardzo podobny, a w ofensywie identyczny skład, jak trzy dni temu? To prawda, że zdarzało mu się drogo płacić za nadmierne rotacje, kto jednak oglądał scenki z szatni Kolejorza po ostatnim pięknym zwycięstwie i czytał meczowe statystyki wiedział, ile w ten sukces trzeba było zainwestować fizycznie i psychicznie. Tym samym ludziom trudno chwilę później zbliżyć się do własnego poziomu. Samymi umiejętnościami, samym potencjałem nie wygra się żadnego meczu. Trzeba jeszcze mieć plan, a przede wszystkim siłę pozwalającą iść po kolejne zwycięstwo. Górnik miał czytelny plan taktyczny. Mało skomplikowany, do powstrzymania i zaskoczenia Lecha wykorzystał najprostsze środki. Natomiast gospodarze mordowali się bardziej niż w niedzielę, starali się, ale nic im nie wychodziło. Nie byli sobą. Nie dość, że odpadli, to znów stracili siły, a trzeba grać już w sobotę.

Zawiedli nie tylko piłkarze mający za sobą cały lub prawie cały mecz przeciwko Rakowowi. Nic nie dali zmiennicy. Nie zaistniał Ismaheel, pod koniec meczu ten skrzydłowy ustawiał się na pozycji środkowego napastnika zwiększając chaos w polu karnym. Agnero niczym się nie wykazał, zresztą nikt mu nie podawał. Zamiast coraz lepiej, coraz gorzej prezentuje się Walemark, a nadzieje związane z jego klasą są niemałe. Tylko jeden gracz zagrał na wysokim poziomie. To Mońka. Nie dość, że wciąż jest pewny, skutecznie interweniujący po własną bramką, to imponuje odważnymi wyjściami z piłką do przodu. To znamionuje tylko klasowych defensorów, a trzeba pamiętać o wieku tego chłopaka. A Skrzypczak? Chcąc go ocenić, najlepiej obejrzeć bramkową akcję.

Czy Lech potrafi odzyskać formę przed trudnym meczem z Widzewem? Z jego punktu widzenia źle się stało, że Łodzianie też odpadli z Pucharu Polski. Gdyby mieli więcej szczęścia w rzutach karnych, zmiana trenera w tym klubie nastąpiłaby prawdopodobnie trochę później. Poprzedni był w sam raz. Jego następca Vuković w kilka dni drużyny nie przeobrazi, ale ustawi ją lepiej, wykorzysta możliwości ludzi sprowadzonych za rekordową w polskiej lidze kasę.

Udostępnij:

Podobne