Strzelanina zwycięska dla Lecha. Niesamowite emocje przy Bułgarskiej

Lech pokonał Raków Częstochowa 4:3. Kto był na tym meczu, zapamięta go na całe życie, bo takie wydarzenia nie zdarzają się często. Wysokie tempo, siedem goli, w tym dwa po rzutach karnych, sytuacja zmieniająca się jak w kalejdoskopie. Obie drużyny wychodziły na prowadzenie, by je tracić, ale ostatnie słowo należało do Kolejorza. Raków nie zdobył w Poznaniu punktów mimo oddania 12 strzałów, w tym 6 celnych, bowiem Lech strzelał aż 24 razy, w tym 12 razy w światło bramki.

Emocje zaczęły się już w pierwszych minutach. Widać było, że Lech jest nastawiony bojowo, od pierwszej minuty przystąpił do ofensywy. Goście byli przyczajeni, starając się przechwytywać piłkę i na maksymalnej prędkości wyprowadzać niebezpieczne kontry, stosowali też długie przerzuty do wysuniętych graczy. Nie strzeliliby jednak bramki, gdyby wspaniałej szansy na wyjście na prowadzenie nie stworzył im Gurgul podający do bramkarza tak, że Makuch łatwo przejął piłkę i ruszył po gola. Mrozek ratował sytuację, niestety faulem i Brunes pewnie wykorzystał rzut karny.

Lech jeszcze bardziej wzmocnił tempo i meldował się w polu karnym Rakowa dużą liczbą zawodników. Pięknie z dystansu uderzył Bengtsson, niestety piłka, dotknięta przez bramkarza, odbiła się od poprzeczki. Nie udało się z akcji, powiodło się po rzucie karnym. Po strzale Gholizadeha piłka trafiła w rękę obrońcy. W niewielkiej odległości od tego miejsca stał sędzia Frankowski. Ali nie uczestniczył w dalszej grze, był przekonany, że sędzia wskaże jedenasty metr. Ten jednak kazał kontynuować mecz i piłka długo jeszcze była w posiadaniu graczy Lecha, przy ogłuszających gwizdach kibiców. Po zakończeniu akcji sędzia wreszcie wysłuchał komunikatu z wozu VAR, udał się przed monitor i nakazał rzut karny. Ishak się nie pomylił.

Ten wynik nie mógł utrzymać się do przerwy, przy tak ofensywnej i tak intensywnej grze obu zespołów. Raków zadziwiająco łatwo zdobywał teren. Wykorzystywał małą jakość Lecha w środku boiska, brak klasycznej szóstki. Dziury próbował łatać Rodriguez, Kozubal popełniał błędy w rozegraniu narażając zespół na kontrataki. Po ataku prawą stroną boiska i dośrodkowaniu Mrozek zatrzymał groźny strzał, ale przy dobitce wahadłowego, którego nie upilnował Gumny, był bezradny i Raków ponownie prowadził. Wydawało się, że wcześniej gracze Rakowa byli na pozycji spalonej, ale VAR tego nie potwierdził.

Tuż przed przerwą atakujący Lech dopiął swego po bardzo ładnej akcji ofensywnej. Gola strzałem pod poprzeczkę zdobył Palma przełamując swą niemoc, ale nie byłoby tego bez świetnej akcji i mistrzowskiego podania Gholizadeha, najwartościowszego gracza Kolejorza, głównej jego siły napędowej. Wiadomo było, że w drugiej połowie kibiców czekają emocje, ale nikt się nie spodziewał, że aż takie.  Już po 10 minutach pierwszy raz w tym meczu prowadził Lech, który zaatakował i bombardował bramkarza Rakowa strzałami. Obronił on uderzenie Ishaka, ale z bliska dobił Milić.

Do końca było ponad pół godziny, a każda akcja gości była groźna. Nie popełniali tylu prostych błędów, co Lech, podawali celnie, byli konsekwentni w ofensywie i wywalczyli rzut wolny po faulu Milicia, która wykartkował się na kolejny mecz ligowy. Co gorsze, do rzutu wolnego z ok. 20 metrów podszedł Ivi Lopez, zmora Lecha w poprzednich meczach. Tym razem też nie zawiódł. Uderzył kapitalnie, Mrozek nawet nie drgnął. I znów był remis, choć należało wątpić, czy długo się utrzyma. Nie utrzymał się, bowiem Raków wykorzystał bierność Gurgula i rezerwowego Agnero i zdobył gola z ostrego kąta. Lech miał szczęście, goście nie cieszyli się długo prowadzeniem. VAR uznał, że był spalony. W trakcie tej akcji ewidentnie faulowany był Pereira. Niestety słaby sędzia Frankowski w tym meczu widział tylko przewinienia Lechitów, wywołując oburzenie w obozie Kolejorza i na trybunach.

Rakowowi remis się nie spodobał i mocno naciskał, wciąż był groźny. Sędzia przedłużył mecz o 6 minut, gra toczyła się jednak prawie dwukrotnie dłużej. Lech głównie się bronił, ale właśnie on zadał śmiertelny cios. Agnero załamywał widownię prostymi stratami, napędzającymi przeciwnika, aż został bohaterem meczu, w dodatku gola zdobył piętą. A podawał mu Gurgul, odkupując wcześniejsze winy. Trudno opisać euforię na boisku i na trybunach. Trzeba jeszcze było przetrwać ostatni napór Rakowa, ratować się grą na czas. Ten mecz zachwycił całą piłkarską Polskę i już przeszedł do historii.

Udostępnij:

Podobne