Sousa i Carstensen zostaną? Wrócą wychowankowie? Jaki budżet na transfery? Dyrektor sportowy Lecha rozmawiał z dziennikarzami

Podsumowanie sezonu mistrzowskiego, plany na najbliższą przyszłość były tematem rozmowy Tomasza Rząsy, dyrektora sportowego Lecha z dziennikarzami zajmującymi się klubem. Drużyna musi być mocniejsza niż dotychczasowa, konieczne jest też wyeliminowanie mankamentów występujących w sezonie mistrzowskim – takie są dążenia władz Lecha. Wiele zależy od rozstrzygnięć, które muszą zapaść w najbliższym czasie.

Zatrzymają gwiazdy?

Czołowy piłkarz nie tylko Lecha, ale całej ligi, Afonso Sousa, otrzymał propozycję pozostania w klubie na korzystnych warunkach. Nie wiadomo, co postanowi. Jest już w wieku, w którym powinien wykonać kolejny krok w karierze, znaleźć mocny klub. Dla Lecha jest to ostatni moment, by na nim zarobić, a chciałby go wytransferować nawet za 5-6 milionów euro, choć portal transfermarkt aż tak wysoko jego wartości nie szacuje.

Innym rozwiązaniem byłoby wypełnienie upływającego za rok kontraktu, piłkarz mógłby potem odejść za darmo licząc na korzystniejszy kontrakt z nowym pracodawcą. Jest to jednak ryzykowne. Trener Lecha potrafił wykorzystać umiejętności tego gracza, ustabilizować jego formę, ale stało się to dopiero w tym sezonie. Nie ma gwarancji, że nie wrócą problemy z poprzednich i klub zostanie z niczym. Decyzje zapadną lada chwila. Tomasz Rząsa zapewnia, że klub ma tzw. krótką listę potencjalnych następców Portugalczyka, piłkarzy klasowych. Negocjacje z nimi łatwe nie będą.

Druga wątpliwość dotyczy Carstensena, wypożyczonego z FC Koeln. Lech chciałby go zatrzymać. Niemcy liczą na odzyskanie wyłożonych na tego gracza pieniędzy (ok. 2 miliony euro), istnieje jednak ryzyko, że piłkarzem zainteresuje się klub o większych możliwościach finansowych, choćby z Danii i sprawa przestanie być aktualna, trzeba będzie pozyskać innego zawodnika. O ile odejście obu graczy nie jest przesądzone, to przygodę z Lechem definitywnie kończy Filip Bednarek.

Wiele ofert transferowych otrzymuje Ali Gholizadeh. Dyrektor Rząsa zdradza, że wciąż wpływają kolejne. Irańczyk dobrze się w Lechu czuje i nie myśli o opuszczeniu Poznania. Klubowi zależy na jego dalszej grze przy Bułgarskiej, więc możemy być spokojni – Ali nadal będzie czarował w polskiej lidze. To samo dotyczy Alexa Douglasa. W mediach pojawiły się informacje, jakoby manager gracza, który wypromował się w Poznaniu i trafił do swej reprezentacji, myślał o lepszej lidze dla obrońcy, i to bez zwłoki. Dla Lecha temat ten nie istnieje.

Wszyscy wychowankowie nadal mają rozwijać się w Lechu. Sytuacja zmieniłaby się, gdy któryś z piłkarzy Kolejorza otrzymał ofertę z kategorii tych nie do odrzucenia, na przykład od któregoś klubów Premier League, ale na to się nie zapowiada.

Kto trafi do Lecha?

Kolejorz potrzebuje nowych, jakościowych zawodników. Obsada kilku pozycji traktowana jest priorytetowo. Ishak musi mieć wartościowego, naciskającego na niego zmiennika. Przydałby się też szybki, intensywnie grający skrzydłowy. Niezbędny jest lewy obrońca, by Gurgul miał zmiennika, być może także prawy. Solidna „dycha” powinna zastąpić ewentualnie żegnającego Poznań Sousę. Wszystko wskazuje, że drugim bramkarzem, konkurującym z Mrozkiem i być może luzującym go w niektórych meczach, będzie młody Krzysztof Bąkowski. Ostatni okres spędził na wypożyczeniu do Stali Rzeszów, wcześniej na tych samych zasadach, ze zmiennym powodzeniem, grywał w innych klubach. Lech nie nastawia się na pozyskanie bramkarza z doświadczeniem. Woli młodego, szkolonego już do gry w nowoczesnym systemie, do współpracy z obrońcami przy rozpoczynaniu akcji, dobrze posługującego się nogami.

Pytany o budżet transferowy, dyrektor Rząsa, co zrozumiałe, nie wymienia żadnej kwoty. Lepiej nie odkrywać kart przed negocjacjami. Podkreśla tylko, że transfery stałyby się faktem nawet bez zdobycia mistrzostwa. Po tym sukcesie możliwości klubu wzrosły. Lech musi przede wszystkim zaspokoić najważniejsze potrzeby, pozyskać graczy niezbędnych już w tej chwili, by mieć ich najlepiej przed startem rozgrywek, potem myśleć o uzupełnieniach.

Dyrektor stanowczo twierdzi, że powrót do Poznania takich wychowanków, jak Dawid Kownacki i Karol Linetty, jest mało prawdopodobny. Klub jest nastawiony na takie rozwiązania, każdy wytransferowany piłkarz jest tu mile widziany, ale finansowe oczekiwania obu graczy zdecydowanie przekraczają obecne możliwości Lecha, nawet jeśli będą niższe od ich dotychczasowych zarobków. Nie można natomiast wykluczyć wypożyczenia na Bułgarską innych sprzedanych niegdyś zawodników, związanych umową z klubami z mocniejszych lig. Tomasz Rząsa zdradził bez podawania szczegółów, że klub prowadzi konkretne rozmowy z jednym z wytransferowanych niegdyś graczy.

Oceniając poszczególne formacje, tylko środkowa ma solidną obsadę. Zdrowi już Murawski, Thordarson, Jagiełło, a także Kozubal i Sousa lub jego następca, spełnią oczekiwania, a przecież na „ósemce” sprawdził się Hotić, rozgrywającymi mogą być Gholizadeh i Walemark. Lech już ma trzech solidnych środkowych obrońców, do tego młodego, czyniącego postępy Mońkę i Pingota, o ile tego drugiego nie wypożyczy. Problemem jest obsada bocznej defensywy.

Wyeliminować niedoskonałości

Piłkarze Lecha rozjechali się na wakacje, na zgrupowania reprezentacji, niektórzy poddają się leczeniu lub kontynuują rehabilitację. Kibice złapali trochę oddechu po trwającej cały rok huśtawce nastrojów. W klubie nie ma jednak sezonu urlopowego. Wprost przeciwnie. Trwają rozmowy transferowe i analizy mające zapobiec bolączkom, z jakimi zespół się borykał. Choćby zdrowotnym, liczba kontuzji była bowiem zastanawiająco duża. Nie były one jednorodne. Piłkarze cierpieli na urazy mechaniczne, z którymi zawsze trzeba się liczyć. Szybkościowcy, tacy jak Hakans i Walemark, mieli problemy mięśniowe. Inna sprawa, to gwałtowne wahania formy. Zespół, który grał rewelacyjnie w jednym meczu, w następnym nie przystępował do walki. Czasami zmieniał się po przerwie. Jak zdradził dyrektor sportowy, klub pracuje nad rozwiązaniem tej przypadłości.

Niels Frederiksen wykonał świetną robotę, ale to nie znaczy, że ocena przez władze klubu jego pracy w trakcie sezonu była tylko entuzjastyczna. Jesienią za duży problem uważane były tzw. fazy przejściowe, czyli przechodzenie z ataku do defensywy, czy wyprowadzanie szybkich ataków. Wiosną było z tym lepiej, ale wciąż są rezerwy. Dyrektor Rząsa krytycznie też ocenia wykonywanie rzutów rożnych. Było ich mnóstwo, przyniosły jedną bramkę. Gdyby ten element kształtował się choćby na poziomie średniej ligowej, dzięki zdobytym golom i punktom z mistrzostwa można byłoby się cieszyć wcześniej. Planowane zmiany w sztabie szkoleniowym mają na celu także poprawę tego stanu.

Udostępnij:

Podobne

Szachtar Donieck, czyli mniejsze zło

Koniec spekulacji na temat rywala Kolejorza w jednej ósmej finału Ligi Konferencji. I Rayo Vallecano i Szachtar Donieck, a tylko na nich można było trafić,