Lech grał w tym meczu bardzo słabo. Tylko Kasper Hamalainen i Gergo Lovrencsics spisywali się tak, jak się od nich oczekuje. Cała drużyna, szczególnie w pierwszej połowie rozgrywała piłkę ślamazarnie, mnożyły się niecelne podania, nieudane akcje, dośrodkowania w miejsce, gdzie zwykle czeka Łukasz Teodorczyk, ale teraz leczy kontuzję. Młody Dawid Kownacki przekonał się, jak trudno być ligowym piłkarzem, wykorzystywać nadarzające się sytuacje. Wiele jeszcze przed nim pracy. Gdyby „Teo” mógł w poniedziałek zagrać, prawdopodobnie powiększyłby bramkowy dorobek o kilka trafień.
Tylko raz udało się dobrze rozegrać piłkę i padł z tego gol, po kontrującym strzale głową Hamalainena z podania Pawłowskiego. W drugiej połowie świetnym timingiem popisał się Tomasz Kędziora (na zdjęciu) pakując piłkę głową do bramki po rzucie rożnym. Potem Lech miał kilka jeszcze dobrych okazji bramkowych, a Zawisza stracił piłkarza po czerwonej kartce, więc mecz było pod kontrolą. Okazało się jednak, że kontrolę nad wydarzeniami przejmuje gracz o nazwisku Paweł Raczkowski. O ile można się spierać, czy Wołąkiewicz faulował w polu karnym i czy kwalifikowało się to do podyktowania rzutu karnego, to pokazanie czerwonej kartki było grubym nieporozumieniem. Dowodziło, że arbiter albo jest nieudacznikiem, albo miał złą wolę.
– Arbiter musiał widzieć, że akcję piłkarza Zawiszy po starciu z Hubertem można było jeszcze przerwać, to nie była „czysta” sytuacja. Kiedy Wójcicki wpadł na Huberta, słychać było dźwięk. Chyba tym sędzia się zasugerował. Nie zauważył, że Hubert nie faulował, Wójcicki się potknął. Moim zdaniem nie powinno być nawet karnego, wykazują to nawet powtórki telewizyjne, a ja to widziałem z bliska – mówi Marcin Kamiński.
Na szczęście istnieje duża szansa, że odwołanie Lecha zostanie uwzględnione i Hubert w sobotę zagra przeciwko Górnikowi. Nic natomiast nie uratuje „Kotora”, który w zdenerwowaniu naparł na sędziego usiłując w prostych słowach przedstawić mu aktualną wykładnię przepisów gry w piłkę nożną. Być może przy okazji zaprezentował arbitrowi także wyniki na prędce sporządzonej okulistycznej diagnozy. Otrzymał żółtą kartkę, która wyklucza go z jednego meczu. – Zwycięstwo cieszy, bo do Bydgoszczy jechaliśmy po trzy punkty, ale kartki nie. Także nasza gra nie była najlepsza – mówi Marcin Kamiński.
Drugi trener Lecha, Jerzy Cyrak twierdzi, że po meczu z Zawiszą czuje niedosyt. – Mały włos, a byśmy stracili punkty. Straciliśmy za to piłkarzy, Kotorowskiego nie uratujemy, musi pauzować. Zareagował w afekcie, to by się nie zdarzyło, gdyby nie błędna decyzja sędziego. Bronił zespołu w słusznej sprawie, a musi za to ucierpieć. Inna sprawa, że poziom gry w naszym wykonaniu nie był dobry. Nie tak miało to wyglądać, mieliśmy atakować, zdecydowanie odbierać piłkę. Mimo tego wynik dobrze się układał, aż do okoliczności związanych z arbitrem.
Środa będzie dniem ważnym dla Lecha. Okaże się, czy kartka dla Wołąkiewicza zostanie anulowana. Zapadnie też decyzja, czy Łukasz Teodorczyk będzie przygotowywał się do meczu z Górnikiem, czy kontynuował leczenie urazu mięśnia. „Kotora” zastąpi w sobotę Gostomski, na ławce rezerwowych zasiądzie Matysiak.



