Reprezentant RPA przychodził latem ubiegłego roku do Lecha jako zawodnik renomowany, będący o krok od angażu w Premier League, testowano go w Evertonie i Hull City. Nie zagrał w Anglii z przyczyn proceduralnych. Wcześniej występował w lidze belgijskiej. W Poznaniu podpisał wysoki kontrakt, ale nie okazał się zbawieniem Lecha, rzadko pojawiał się na boisku, a kiedy się na nim znalazł, wchodząc z ławki rezerwowych, był zagubiony, popełniał błędy, łatwo tracił piłkę.
Lepiej zaczął się spisywać pod koniec sezonu. Akurat kończył mu się kontrakt i można go było przedłużyć, bo spełniony został warunek – Lech awansował do rozgrywek pucharowych. Władze klubu zaproponowały jednak zmniejszenie wynagrodzenia. Piłkarz zastanawiał się nad tym, ostatecznie zdecydował się spróbować szczęścia w innym miejscu. Linia pomocy Kolejorza uszczerbku nie poniesie, Claasen prawdopodobnie nie byłby pierwszym wyborem trenera. Lechowi przydałby się natomiast defensywny pomocnik. Obecnie ma jednego tylko zawodnika grającego na tej pozycji – Łukasza Trałkę.
Zapowiada się, że odejście zawodnika z RPA nie będzie jedynym ubytkiem w składzie Lecha. Kilka wiarygodnych serwisów od kilku dni powtarza informację o ciekawej ofercie z włoskiego Palermo dla Marcina Kamińskiego. Ciągle nie wiadomo, jaką decyzję podejmie Mateusz Możdżeń, który w klubie otrzymał propozycję rocznego kontraktu. Jest też prawdopodobne, że latem klub opuści Łukasz Teodorczyk, który zresztą i tak w pierwszych meczach nowego sezonu nie zagra, przechodzi bowiem rehabilitację po artroskopii stawu skokowego. Trzeba więc wierzyć, że pozyskanie trzech nowych graczy to nie ostatnie słowo Lecha w tym okienku transferowym.
Fot. Patryk Pindral



