[widgetkit id=97] |
Lech wiele zawdzięcza takim trochę dziś zapomnianym ludziom, jak Henryk Zakrzewicz, czyli „Luluś”, Jerzy Łupicki, czy zmarły kilka lat temu Ryszard Bartkowiak. W latach osiemdziesiątych, gdy Lech nie był jeszcze potęgą, ludzie prywatnej inicjatywy, czyli po prostu prywaciarze, wspierali piłkarzy, załatwiali wiele spraw dla klubu, wspierali go organizacyjnie, mieli udział w ważnych transferach, w konsekwencji w historycznych sukcesach Lecha. Powrót Mirosława Okońskiego z Legii to właśnie ich dzieło. „Luluś” ciągle żyje Kolejorzem, na swoje szczęście mieszka opodal stadionu.



