Najpiękniejsza gra, najgorsza defensywa

Każdy znający swój fach trener, każdy odpowiadający za tworzenie drużyny dyrektor sportowy zdaje sobie sprawę, że powinna być ona zrównoważona. Obrona nie może odstawać od ofensywy, i odwrotnie. Podstawą jest obrona, od niej zaczyna się budowę zespołu. Bez niej trudno wygrać z kimkolwiek.

W Lechu jest trochę inaczej. Władze klubu postawiły przed trenerem cel: pokazywanie najpiękniejszej w lidze gry. Trener się wywiązuje. Zespół gra ofensywnie, widowiskowo, z rozmachem, czasami nawet płynnie, gdy przez jakiś czas udaje się uniknąć niechlujnych podań i prostych strat. W dwóch pierwszych meczach ligowych miał przewagę. Był lepszy. Zdobył w nich jeden punkt. Pięć stracił na własne życzenie.

Za błędy, jakie jego podopieczni popełniają w obronie, trener powinien się wstydzić. Ta formacja weszła na taki poziom, że każdy rzut rożny dla przeciwnika to wielkie niebezpieczeństwo. Bramkarz nie wychodzi do dośrodkowań, albo truchta na przedpolu, by wracać do bramki tylko po to, by wyjąć z niej piłkę. Tak było w Lubinie.

Nie ma co winić Satki za to, że w niedzielę piłka trafiła go w rękę, to był zwykły pech. Natomiast Gumny popełniając faul w samej końcówce skłonił tych, co się do jego transferu przymierzają, do refleksji. Nie wiadomo też, w jakim celu trener przeniósł go w końcówce meczu na lewą obronę. Tylko po to, by na prawej mógł zagrać Czerwiński? Czemu miała ta roszada służyć? Okazała się posunięciem szkodliwym.

Przejściowo wprowadzone przepisy pozwalają na pięć zmian w trakcie meczu. Trener Dariusz Żuraw bardzo się z tego ucieszył, bo w jego kadrze chętnych do gry jest więcej niż miejsc na boisku. W poprzednim sezonie wprowadzał na nie wychowanków, by nabierali doświadczenia. Na ławce siedzieli zawodnicy lepsi, doświadczeni. Teraz też zapomina, że przeprowadzane zmiany mają służyć drużynie, a nie pojedynczym graczom. Mecz ligowy to nie sparing. Celem numer jeden jest zwycięstwo, a nie ogrywanie piłkarzy.

Ofensywa Lecha jest jedną z najlepszych, najciekawszych w lidze. Defensywa popełnia błąd za błędem. Obrońcy z Płocka rozbili mnóstwo ataków Lecha. Gdyby zagrali na poziomie obrońców Lecha, mielibyśmy pogrom. Trener ma dwa tygodnie na pracę nad poprawą gry defensywnej, na uczenie zawodników odpowiedzialności. Cóż jednak z tego, skoro Satka, Gumny, Puchacz opuszczają Poznań, a schorowany Rogne troszczy się głównie o podreperowanie zdrowia.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

podbeskidzie - warta

Warta znów zwycięska

Zieloni potrafią grać na wyjazdach. Dobra postawa przy Bułgarskiej, mimo porażki, nie była dziełem przypadku. W kolejnym meczu Warta wygrała w Płocku 3:1. W poniedziałek