Jeżeli odpalanie rac, jak twierdzi wojewoda, jest przestępstwem, to obowiązkiem służb do tego powołanych jest ściganie sprawców i dążenie do ich ukarania. To zadanie policji. Wybrała jednak ona drogę na skróty. Komendant wojewódzki zażądał zamknięcia za karę całego stadionu na najbliższy ligowy mecz (20 lipca, godzina 15.30, przeciwko Piastowi Gliwice).
Gdyby państwo polskie funkcjonowało normalnie, wojewoda wyśmiałby pana komendanta i nakazał mu zabrać się do pracy, za którą pobiera pieniądze. Piotr Florek propozycję policji potraktował poważnie.
Podczas spotkania z przedstawicielami Lecha wojewoda poinformował, że rozpatruje dwa wyjścia: zamknięcie całego stadionu albo tylko Kotła. Na ten drugi, łagodniejszy wariant zdecyduje się dopiero wtedy, gdy władze Lecha zadeklarują, że na mecz z Piastem nie wejdzie ani jedna osoba obecna na II trybunie podczas meczu z Ruchem. Władze Lecha ultimatum to odrzuciły. W tej sytuacji wojewoda, by pokazać się jako osoba odpowiedzialna, musi podjąć decyzję ośmieszającą rząd, który reprezentuje i zamknąć stadion. To dokładnie tak, jakby policja nie ścigała tych, co nielegalnie nagrywają klientów w restauracji, lecz wystąpiła o zamknięcie za karę tych lokali.



