Marcin Pawlicki, dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej: Wygrać siłą rozpędu

Podbeskidzie kiepsko radzi sobie w lidze, ale Lech też nie pokazuje wielkiej klasy. Poradzi sobie z drużyną z końca ligowej tabeli?

– Na Lecha nie ma co stawiać w ciemno. Jego gra jest ostatnio daleka od tego, co można określić jako przyzwoity poziom. Nie wierzę, by przed sobotnim meczem ktokolwiek – piłkarze, trenerzy, kibice – mógł spać spokojnie. Łatwo poszło tylko w meczu z Piastem, ale trzeba przyznać, że ten przeciwnik bardzo ułatwił Lechowi zadanie, właściwie oddał mecz bez walki, podobnie jak rok wcześniej, gdy był rewelacją ligi, a przeciwko drużynie z Poznania nie miał niczego do powiedzenia.

Z Widzewem miało pójść łatwiej niż z Piastem.

– I powinno pójść, gdy na samym początku Widzew się osłabił i po kilku minutach stracił bramkę. Widzieliśmy jednak Lecha kompletnie bezradnego, stwarzającego sobie sytuacje, nie potrafiącego ich wykorzystać. To miał być mecz na przełamanie się, trzeba było wysoko wygrać, nabrać pewności siebie. Tymczasem im dłużej to spotkanie trwało, tym Lechowi było trudniej. Niedosyt był ogromny. Znów się przekonaliśmy, że po Lechu można się spodziewać wszystkiego.

Słyszeliśmy zapowiedzi, że Lech powoli wychodzi z kryzysu.

– Jeszcze przed meczem ze Śląskiem i z Pogonią, po rozegraniu niezłej połowy w Krakowie mówiło się, że już jest po kryzysie. Przyszły jednak dwie porażki i przekonaliśmy się, w którym miejscu znajduje się Lech.

Kolejorz słabo radzi sobie z wyżej notowanymi przeciwnikami. Wygrywa tylko ze słabeuszami, czasami z ledwością.

– Cała nadzieja w tym, że udało się pokonać słabego Piasta, przeciętnego Widzewa, więc i w Bielsku-Białej uda się wygrać siłą rozpędu. W Poznaniu ostatnio Lech z Podbeskidziem przegrał, ale to był mecz specyficzny, po porażce w Warszawie, gdynadzieje na tytuł właściwie przepadły, mimo iż były jeszcze matematyczne szanse. Dla Lecha dobrze, że z Polski wyjechał już Robert Demjan, który potrafił wygrać mecz w pojedynkę. Sam wypracowywał sobie okazje. oddawał skuteczne strzały w najtrudniejszych sytuacjach. Po jego odejściu Podbeskidzie straciło prawie całą siłę ofensywną.

Atutem Podbeskidzia może okazać się trener, który dobrze zna Lecha i wie, jak go zneutralizować.

– Czesław Michniewicz często przyjeżdżał tu jako trener przeciwnej drużyny i bardzo rzadko wracał z punktami.

Zawsze prowadził drużyny słabsze, zwykle przejęte w trakcie sezonu, ale i tak potrafił narobić Lechowi dużych kłopotów.

– To fakt. Bywał na straconej pozycji, ale czasami udawało mu się coś ugrać. Zastanawiam się głęboko, ilu w Lechowi zostało piłkarzy z jego czasów. Wychodzi na to, że tylko dwóch – Kotorowski i Ślusarski. Drużyna kompletnie się zmieniła, gra zupełnie inaczej.

Michniewicz zna poznańską mentalność.

– Zgoda, ale gra tej drużyny ewoluowała, pracowało tu kilku trenerów. Mówiło się, że także trener Smuda zna piłkarzy Lecha, ale to już jest inny zespół niż w jego czasach. Gdyby Michniewicz prowadził Legię, coś takiego, jak poznańska mentalność miałaby znaczenie. On potrafi rozpracować przeciwnika taktycznie, przygotować się do każdego spotkania. Nie mam wątpliwości, że choć rozstał się z Lechem w 2006 roku, to do meczu z nim podchodzi emocjonalnie, chce się pokazać, przypomnieć o sobie szefom klubu, dowieść, że jest dobrym szkoleniowcem. I moim zdaniem nim jest, ale ma pecha prowadząc zespoły przypadkowe, z dołu tabeli. Nigdy nie mógł powiedzieć: przepracowałem z tym zespołem trzy lata, to jest mój styl.

Rozmawiał Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny