Po przełożeniu meczu przeciwko Jagiellonii piłkarze Lecha mieli cały tydzień na przygotowanie się do rewanżu w Thun. Czas ten poszedł na marne, nie sprawiali w Szwajcarii dobrego ważenia. Gdyby w Poznaniu i Białymstoku przewiedzieli, że do zapewnienia sobie awansu do Ligi Europy wystarczy pierwszy mecz, obyłoby się bez przekładania i konieczności ścigania się z kalendarzem.
W czwartek nie tylko syntetyczną, w niczym nieprzypominającą trawy nawierzchnią można tłumaczyć marny występ Lecha. Nie trawa wpłynęła na niewłaściwie realizowaną taktykę. Miał wykorzystywać przestrzenie zostawione przez skazanych na atak Szwajcarów, kontrować ich. Nie dość, że tego nie było, to taką broń wykorzystywał FC Thun. To Lech się odsłaniał, więc młodzi rywale wchodzili pod bramkę Lisa jak w masło, strzelając jedną, potem drugą bramkę. Szczególnie przykry był ten drugi przypadek. Nieudolnie ustawiony pressing, szybkie wyprowadzenie piłki przez gospodarzy, błąd Gurgula i było po zabawie. Na szczęście nie zadecydowało to o porażce, bo w drugiej połowie klasą błysnął Walemark.
Szwed wszedł do gry wcześniej niż było to w planie, musiał zastąpić Hakansa, który powiększył grono zawodników z dolegliwościami mięśniowymi. W poprzednich meczach zachwyty budziły aktywność i umiejętności Sayyadmanesha. W Thun było dużo gorzej, nie tylko z powodu karygodnego zmarnowania „setki” stworzonej mu przez Agnero. Jak więc widzimy, w Lechu wszystko może się zmienić z dnia na dzień, gdy zawodnik gwałtownie obniży poziom. Cała drużyna może zresztą spuścić z tonu, i to bez widocznej przyczyny. Zagra fantastycznie, gromiąc rywala, by po tygodniu nie dać rady jego rezerwom.
Właśnie dlatego tak trudno przewidzieć wynik niedzielnego meczu w Łodzi. Teoretycznie powinien to być pojedynek wyrównany. Wiemy mniej więcej, jak zagra Widzew. Nie będzie mu łatwo powstrzymać klasowych graczy Kolejorza, ale tylko wtedy, gdy wykorzystają oni swe możliwości. Takiej gwarancji nie da nawet trener. Na słabszą postawę Lechowych gwiazd mogą nałożyć się błędy obrońców lub bramkarza (były już takie przypadki) i nieszczęście gotowe. Widzewowi nie będzie trudno skorzystać z hojności Lecha.
Od piątku trwają spekulacje na temat szans Lecha w Lidze Europy – jakby nie było oczywiste, że to bez sensu. Dla drużyny Frederiksena przeciwnik nie jest najważniejszy, może przegrać sama ze sobą. Jeśli natomiast trafi na swój dzień i wszystko będzie się dobrze układać, jest nie do zatrzymania, budzi podziw.



