Meczem z Wisłą Lech zaczyna decydującą fazę walki o mistrzostwo kraju. Doping kibiców będzie potrzebny, a wojewoda Piotr Florek akurat na to ważne wydarzenie zamknął trybunę, na której zasiadają najaktywniejsi kibice Kolejorza. W opublikowanym oświadczeniu władze klubu podkreślają, że stosowanie odpowiedzialności zbiorowej to niewłaściwe postępowanie wojewody. Pirotechnikę odpaliło kilkanaście osób, a kara miała dotknąć kilku tysięcy. – Decyzja o zamknięciu Kotła w momencie rozpoczęcia decydującej fazy rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy boli nas tym bardziej – czytamy w oświadczeniu Lecha. Wojewoda działał na wniosek komendanta wojewódzkiego policji Rafała Batkowskiego (który do Poznania trafił z Radomia).
Mecz przeciwko Jagiellonii, podczas którego kibice pokazali oprawę z pirotechniką, rozegrany został 5 kwietnia. Wojewoda decyzji o ukaraniu klubu nie podjął bezpośrednio po tym wydarzeniu, lecz zwlekał prawie trzy tygodnie i zakomunikował ją dopiero trzy dni przed kolejnym spotkaniem Lecha. W międzyczasie tysiące osób nabyły bilety do Kotła nie przewidując, że urzędnik administracji państwa narazi walczący o mistrzostwo Polski klub na problemy organizacyjne.
Być może wojewoda spodziewał się, że winowajcy zostaną zmuszeni do rezygnacji z pójścia na mecz i będą się domagać od klubu zwrotu pieniędzy. Naraził ich jednak tylko na kłopot „przebukowania” biletów. Prawdopodobnie zasiądą na I i III trybunie w miejscu, gdzie łączą się one z Kotłem.



