Jesteśmy pod wrażeniem

Dawno nie widziało się tylu uśmiechniętych kibiców opuszczających stadion, co w niedzielny wieczór. Nawet padający nieustannie deszcz ludziom nie przeszkadzał. Gdyby w takich wydarzeniach uczestniczyli częściej, frekwencja przestałaby się zmniejszać, i to mimo powszechnego braku aprobaty dla działań władz klubu.

Lechia Gdańsk nigdy nie była dla Lecha łatwym rywalem, nawet jeżeli najczęściej z nią u siebie wygrywał. Kibice nie darzą się ani miłością, ani szacunkiem. Waleczny nastrój udziela się piłkarzom, więc zwykle dużo się dzieje na boisku i na trybunach. Nie inaczej było tym razem. Piłkarze Lecha zagrali w składzie, który bardzo łatwo można było przewidzieć, trenerowi skończyły się możliwości zaskoczenia kogokolwiek. Lechia też ma trudny czas, bo z opóźnieniem zaczęła odbudowywać drużynę.

Mimo wszystko w pierwszych tegorocznych meczach wypadła dobrze, wiec można było po niej oczekiwać dużo więcej. Miała się mocno postawić, stosować agresywny pressing, nie pozwolić Lechowi rozwinąć skrzydeł. Tymczasem szybko została zdominowana. Lech zadziwiająco łatwo kreował dobre okazje bramkowe, choć słabo było z wykończeniem, z decyzyjnością pod bramką przeciwnika. Często oddając strzały rozgrzał Kuciaka, który do końca meczu bronił jak w transie.

Piłka nożna potrafi być okrutna. Można okazywać moc przez całe spotkanie, nie pozwalać rywalowi na wiele, zwłaszcza gdy się gra w liczebnej przewadze, bombardować jego bramkę strzałami, ale to nie wystarczy do zwycięstwa, gdy bramka nie padnie. Nie wiadomo, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie wychowankowie, którzy dopiero zaczynają dorosłą część piłkarskiej kariery, ale już wiele potrafią. Przede wszystkim nauczyli się strzelać z obu nóg. W dwóch kolejnych domowych spotkaniach Jakub Moder strzelał gole – raz lewą nogą, raz prawą. Filip Marchwiński dowiódł, że i jemu jest bez różnicy, którą uderza, błysnął też techniką przy opanowaniu piłki.

Szkoda, że nikt nie nauczył tego samego Tymoteusza Puchacza. Lewą nogą potrafi dośrodkowywać, mocno i celnie (choć nie zawsze) strzelać, ale kiedy może przyspieszyć akcję używając prawej nogi, nawet nie próbuje. Woli zwolnić, zrobić zwrot, ze szkodą dla siebie i dla kolegów. Jest w wieku, gdy człowiek wciąż się uczy. Przestając być jednostronny, zostanie dużo bardziej wartościowym graczem.

Fani Lecha są tak wyposzczeni, tak złaknieni sukcesów, że każde takie zwycięstwo natychmiast budzi oczekiwania. Rosną nadzieje, że tak będzie zawsze. Otóż nie będzie, bo być nie może. Zespół jest młody, więc nie obejdzie się bez wahań formy. Rozmaite słabości jakoś dziwnie dopadają tę drużynę akurat wtedy, gdy przychodzi jej mierzyć się z solidnymi, wysoko sklasyfikowanymi zespołami. Od dawna nie wygrała z kimś, kto w lidze mocno się liczy i będzie walczył o czołowe lokaty, o grę w pucharach.

Mimo wszystko sposób, w jaki Lech w ostatnim meczu panował nad wydarzeniami, budzi podziw nie tylko w Poznaniu. Eksperci cmokają z zachwytu, bo w tej lidze rzadko się zdarza, by ktoś równie łatwo przedostawał się pod bramkę przeciwnika, oddawał tak dużo strzałów. I demonstrował dobre przygotowanie fizyczne. Lech zwykle biega mniej od innych, choć ostatnio ruchliwy Ramirez wyłamał się z tego schematu. Za to w ostatnim kwadransie, gdy przeciwnicy z utęsknieniem spoglądają na zegar, Lech zaczyna się rozpędzać. Właśnie w tym okresie zdobywa bramki decydujące o sukcesie.

Wspomniany Ramirez miał napędzać akcje Lecha, stać się skrzyżowaniem Jevticia ze Stiliciem. Nie można powiedzieć, że rozczarowuje, ale nie on gra w środku boiska pierwsze skrzypce, lecz Pedro Tiba. W siermiężnej, fizycznej lidze każdy trochę bardziej kreatywny i dobry technicznie gracz natychmiast się wyróżnia. Portugalczyk to najlepszy zawodnik, jakiego Lech w ostatnich latach pozyskał. Równie wysoko ocenialibyśmy Amarala, gdyby trener nie skazywał go na rolę zmiennika wychowanków. Może się to zmieni po jego powrocie z ojczyzny. Pewne jest tylko to, że jeżeli chce się pozyskać klasowych graczy, to najlepiej szukać ich w krajach, gdzie futbol stoi na wysokim poziomie, a piłkarzy z wysokimi kwalifikacjami jest najwięcej.

Trener Żuraw docenia swoją drużynę. Wierzy w rosnące umiejętności wychowanków. Nie godzi się, jak zapewnia, na przyjście do klubu zawodników równych im klasą. Chce lepszych. Nie wiemy, czy w najbliższych dniach uda się pozyskać dobrego napastnika. Jeśli nie, trener będzie skazany na samotnego Gytkjaera, który od kilku miesięcy goli nie strzela. Wpadł w ewidentny dołek. Stara się, walczy, ale w każdej sytuacji jest albo spóźniony, albo mało dokładny. Właśnie to w niejednym meczu może przesądzić o braku zwycięstwa. Duńczyk potrzebuje solidnego partnera, o ile klubowi zależy na wynikach.

 

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

lech - płock

Akcja Znicz

To chyba jedyny element tradycji, który udało się zachować w tych skomplikowanych czasach. W Dzień Zaduszny Lech mierzy się z klubem o nazwie Znicz. Równie

Porażka na Ibrox

Godzina dobrej gry to za mało, by cokolwiek ugrać na legendarnym stadionie w Glasgow. Rangersi byli lepszym zespołem, potrafił przeczekać trudne okresy, zdominować Lecha fizycznie,

Osłabiony Lech postawi się Rangersom?

Poważne problemy trenera Żurawia. Posypała mu się drużyna przed meczem z Rangersami. Do Glasgow nie polecieli Butko, Crnomarković, Kamiński i Tiba. Stratę dwóch pierwszych można