Dopiero się przekonamy się, czy ten sukces przyniósł przełom

Do dziś wielu nie może uwierzyć, że mistrzowski tytuł trafił do Lecha. A przede wszystkim – że przyszło mu to nadspodziewanie łatwo, przed czasem. Zawdzięcza to ujawnionemu w najlepszym momencie hartowi ducha i umiejętnościom, bez nich tak długa seria zwycięstw na samym finiszu nie byłaby możliwa. Zachował coś, czego zabrakło stopniowo wykruszającym się konkurentom do mistrzostwa. Pojawiają się jednak głosy, że Lecha było stać na więcej. Maciej Skorża dużo wycisnął z tej drużyny, ale mógł więcej, a przede wszystkim wcześniej.

Od soboty w Poznaniu panuje wielka radość połączona z uczuciem ulgi. W tym czasie w innych miastach dziennikarze i komentarzy usilnie pracują nad tematami zastępczymi. Zastanawiają się też, komu to mistrzostwo Lech zawdzięcza najbardziej. Uwidoczniły się dwie szkoły. Według jednej osoba trenera nie miała wielkiego znaczenia. Każdy, kto otrzymał tak wielu i tak dobrych piłkarzy, zawojowałby ligę. Inni natomiast przekonują, że bez Macieja Skorży nie powstałaby tak mocna, a przede wszystkim walcząca wreszcie do samego końca ekipa.

Już samo przekonanie władz klubu do przełożenia wajchy, obrania kurs na mistrzostwo, jest wielką zasługą Macieja Skorży. Dzięki temu nie byli już, przynajmniej w zamiarze, sprowadzani do klubu piłkarze nic a nic nie lepsi od tych, co już w Poznaniu grają. Klub postawił na jakość, za którą słono trzeba płacić. Im więcej, tym kosztowniejsze stają się pomyłki transferowe, a klub popełnił ich w przeszłości mnóstwo. Także tym razem nie wszystko poszło idealnie, w letnim okienku i zimowym. W sumie jednak drużyna została poważnie wzmocniona, pojawiła się konkurencja na prawie wszystkich pozycjach.

Inną zasługą trenera jest naprawienie błędów poprzednika, który miał swoje zasługi, ale niekiedy sprawiał wrażenie dyletanta. Jak można świadomie zrezygnować z tak klasowego piłkarza, jak Joao Amaral? Maciej Skorża docenił klasę Portugalczyka. Postawił na niego kosztem Ramireza, co nie wszystkim przyszłoby do głowy. Trener Lecha nie miał zresztą skrupułów w wybieraniu składu na poszczególne mecze. Grali najlepsi. Młodzieżowcy nie znajdowali się na boisku celem spełnienia przepisów. Grali, bo podnosili wartość drużyny. Nie wygryzali ze składu, jak za Żurawia, dużo od siebie lepszych zawodników.

Jednak główną zasługą tego trenera była zamiana rozdygotanych, bojących się kolejnych wpadek facetów w ludzi przekonanych o swej wartości. Krok po kroku udało się pozbyć łatki grupy, która nigdy niczego nie zdobędzie, bo nie potrafi pokonać samej siebie. Im bliżej było końca rozgrywek, tym bardziej ujawniały się cechy pozytywne. Różne przyczyny, także zdrowotne spowodowały, że Lech wydawał się odpadać z rywalizacji. W tym czasie Raków sprawiał wrażenie monolitu tak twardego i dobrze zorganizowanego, że po wszystko, co cenne, pójdzie jak po swoje. A jednak to Raków pękł, i to w najgorszym dla siebie momencie, a Lech był coraz mocniejszy, nawet jeśli piłkarsko wciąż nie szło mu idealnie.

Niebawem straci kilku cennych zawodników. W sobotę prawdopodobnie ostatni raz zobaczymy na własne oczy, choć niekoniecznie wszystkich w akcji, Satkę, Kamińskiego, Ramireza, Kędziorę. Nie znamy losów Kownackiego, nie rozstrzygnęła się przyszłość Tiby, van der Harta. Konieczne będą transfery. W klubie już wiedzą, jak kosztowny może być brak solidnego bramkarza. Od tego trzeba zacząć, ale i nie obejdzie się bez obrońcy, konkurenta dla Ishaka. Powrót Sykory to za mało, by odbudować skrzydła po odejściu „Kamyka”, a być może i Skórasia. Jaka jest przyszłość Marchwińskiego? Co z młodzieżowcami? Pytań wiele, odpowiedzi na razie brak.

Nie tylko za sprawą inflacji Lech może pobić kolejny rekord transferowy. Na drogiej transakcji więcej można stracić, ale po przekroczenie umownej bariery (liczonej w milionach euro) ryzyko, że kosztowny piłkarz zawiedzie oczekiwania trenerów i kibiców, jest mniejsze. Niektóre ruchy klubu były kiepskie, wystarczy wspomnieć o Velde. Były jednak i takie, do których nie można się doczepić. Dzięki trafnym decyzjom Lech miał najlepszych bocznych obrońców w lidze. Pomocnikom też niczego nie można zarzucić.

Znając ambicję i siłę przekonywania Macieja Skorży, dla którego sam mistrzowski tytuł to za mało i zechce udanie pokazać się w Europie, możemy spodziewać się ciekawych wzmocnień. Poprzednie mistrzostwa nie powodowały wielkiego przyspieszenia w rozwoju klubu. Skoro ma nastąpić przełom, to nie wolno zaprzepaścić obecnej szansy. W pucharach będzie trudniej niż kiedykolwiek, wysoki niegdyś współczynnik UEFA został roztrwoniony, można trafić już na dzień dobry na rywala trudnego do ogrania. Dlatego, jeśli chce się zaistnieć w Europie, nie wolno zapaść w letni sen.

Udostępnij:

Podobne

Nie wolno pozostać w blokach startowych

Czy warto przejmować się wynikami meczów sparingowych? Zawsze lepiej wygrać niż przegrać, ale nie to jest głównym celem takich gierek. Czy warto przejmować się jakością

Drugi sparing, druga porażka Lecha

Nie widać jeszcze ręki nowego trenera. Piłkarzom Kolejorza nie kleiła się gra w drugim letnim sparingu, w którym mierzyli się z Pogonią Szczecin. Nie tworzyli

W Opalenicy poszukają wysokiej formy

Do 29 czerwca piłkarze Lecha będą trenować na obozie w Opalenicy. Pierwszy mecz, od razu wielkiej wagi, bo w eliminacjach do Ligi Mistrzów, rozegrają już