Awans Lecha prawie pewny, rewanż w Poznaniu to formalność

Tylko 2:0 wygrał Lech w mroźnej Finlandii w meczu play off Ligi Konferencji. Można było mieć obawy o jego postawę w trudnych warunkach, przy kilkunastu stopniach poniżej zera i na sztucznej nawierzchni. Mecz ułożył się dla niego korzystnie, szybko zdobył gola, przez prawie 80 minut grał w liczebnej przewadze. Dołożył tylko jednego gola, a w drugiej połowie wykazał się niespotykaną niemocą, nie wykorzystał ogromnej przewagi nad słabiutkim rywalem, mającym na ławce tylko czterech graczy z pola. Został zatrzymany przez bramkarza skutecznie interweniującego dziesiątki razy. Liczy się korzystny wynik, ale nieskuteczność niepokoi.

Nie było sensacji w składzie Lecha, nie było przemeblowania zespołu. Trener dokonał tylko kilku zmian w stosunku do meczu sprzed kilku dni. Wiadomo było, że do drużyny wróci Ishak. Będący w świetnej formie Gumny odpoczywał zastąpiony przez Pereirę, od początku tym razem wystąpili Palma i Ismaheel. Nie potwierdziły się przewidywania, że szansę otrzymają Skandynawowie, przede wszystkim przyzwyczajony do grania na plastikowym boisku Thordarson.

Obawialiśmy się, jak Lech będzie się czuł na nietypowej dla niego nawierzchni, ale już pierwsze fragmenty pokazały, że nie jest z tym źle. Dość swobodnie operował piłką nie forsując wielkiego tempa, ale przyspieszając pod bramką przeciwnika. Ishak już w 2 minucie oddał dobry strzał, trafiając niestety tylko w bramkarza. Co się odwlecze… Nie minęło 10 minut, a Lech objął prowadzenie. Strzelał znów Ishak, znów nieskutecznie, ale na miejscu był Kozubl, który wepchnął piłkę do siatki.

Po chwili młody pomocnik miał na koncie jeszcze jedną „zdobycz”. Pochodzący z Ghany Luyele Lutumba bezpardonowo zdzielił go łokciem w twarz. Sędzia z Azerbejdżanu bez chwili wahania wyrzucił go z boiska. W tym momencie sytuacja Lecha zrobiła się już bardzo korzystna. Panował na boisku przez następne minuty, choć nie można powiedzieć, że miał wielką przewagę. Gospodarze od czasu do czasu przekraczali linię środkową, nie rezygnowali z pressingu, który jest ich znakiem firmowym. Były momenty, gdy Finowie desperacko bronili się przed atakami oddającego strzał za strzałem Lecha, ale i potrafili zadziwiająco łatwo, w kilku rozklepać obronę Lecha. Był to efekt niepewnego poruszania się mistrza Polski po sztucznej nawierzchni.

Najlepszym graczem KuPS był austriacki bramkarz Kreidl, Lechici nie potrafili go pokonać ani strzałami głową, ani nogą, mimo iż próbowali co minutę. Najczęściej próbował Ishak, z dystansu uderzał Palma, zawsze niecelnie. Honduraninowi nie szło w tym meczu, niewidoczny był też tym razem Rodriguez. Kilka razy Lech musiał bronić się głęboko. Mrozek nie pomagał kolegom nie rozpoczynając akcji celnymi podaniami, lecz wywalający piłkę na aut. To były gorsze momenty Kolejorza, ale stać go też było na wzloty, jak akcja, która jeszcze w pierwszej połowie pozwoliła wynik podwyższyć. Po szybkim rozegraniu Ishak idealnie podał do Ismaheela, a ten precyzyjnym strzałem z ostrego kąta pokonał wreszcie Kreidla.

Przy korzystnym wyniku trener Lech dokonał w przewie dwóch zmian dając szansę Moutinho i Thordarsonowi. Cała druga połowa był nieustającym pojedynkiem piłkarzy Lecha z Kreidlem. Bramkarz wygrał zdecydowanie, ani razu nie dał się pokonać. Wyłapywał tuziny dośrodkowań, przechwytywał podania, bronił słabsze, mocniejszei bardzo mocne strzały. Z ekipy KuPS zdecydowanie notował najwięcej kontaktów z piłką, a Lech uporczywie marnował akcję po akcji. Nie zawsze potrzebny był do tego bramkarz mistrza Finlandii. Momentami niemoc bezskutecznie atakującego Lecha aż bolała. Gdyby na fińskim boisku rosła trawa, w okolicach pola karnego zostałaby zupełnie stratowana, gra toczyła się głównie tam.

Kapitan Lech tym razem gola nie strzelił, choć był bardzo aktywny, dużo biegał, rozgrywał, niekiedy pomagał w defensywie. Na ostatni kwadrans zastąpił go Agnero. Nic nie zdziałał, ale jak zwykle zdążył „popisać się” brakiem umiejętności.

Udostępnij:

Podobne