Klucz do zwycięstwa: zatrzymać kontrataki Korony

Lech rozegrał w Finlandii mecz z gatunku tych, które trzeba przetrwać, uniknąć strat, także w ludziach, zachować realne szanse na awans po meczu rewanżowym, gdy będzie można zagrać w warunkach normalnych, lub prawie normalnych. Wszystko to zostało osiągnięte, nawet z nawiązką, bo „klasa” rywala i wynik nie pozostawiają wątpliwości, kto trafi do jednej ósmej finału Ligi Konferencji. Na podstawie tego, co w arktycznym mrozie wydarzyło się na plastikowym boisku, trudno ocenić formę Lecha, choć kilka elementów może niepokoić. Przed nim o wiele poważniejszy egzamin. Tylko zaliczenie go pozwoli zweryfikować oceny.

Przeciwko Lechowi stanęła ekipa, której trener nie dokonał ani jednej zmiany, i to mimo konieczności gry przez 80 minut w osłabieniu. Na ławce miał czterech graczy z pola, dla nas anonimowych, ale podobno któryś z nich mógł wejść na boisko tylko w sytuacji absolutnej konieczności. Nie ten poziom. W tych okolicznościach zwycięstwo 2:0 trzeba oceniać jako zadziwiająco skromne. Gdyby nie austriacki bramkarz fińskiej drużyny, bramek padłoby więcej, być może dużo więcej. Kreidl miał najwięcej kontaktów z piłką z wszystkich uczestników meczu. Obronił dwa tuziny strzałów (łącznie Lech oddał ich prawie 30), co minutę przejmował podania, wyłapywał dośrodkowania, interweniował na przedpolu. Kolejorz rywalizował tylko z nim i w drugiej połowie był bezradny.

Gdyby wydarzyło się to na normalnym boisku, taka niemoc, tak dramatyczna nieskuteczność byłyby sygnałem alarmowym. Podobnie zresztą jak słabości Luisa Palmy. Trudno je zresztą zwalić na pogodę i boisko, bo gołym okiem widać, że z tym piłkarzem coś jest nie tak. Starał się, oddawał strzały, których żaden nie był celny, co go coraz bardziej frustrowało. W przypadku zawodnika o dużej jakości, o umiejętnościach nie na polską ligę, gwałtowne obniżenie lotów co najmniej zastanawia i nakazuje wątpić w dłuższy jego pobyt w Poznaniu niż do końca sezonu. Lech nie poświęci czterech milionów i Honduranin wróci do Szkocji, by znów szukać zainteresowanego nim czasowo klubu. Chyba że odzyskamy Luisa, który pół roku temu wchodził do drużyny.

Za jedno trzeba Lecha pochwalić – za podejście do meczu z KuPS, poważne potraktowanie rywala. Grał pewnie i ambitnie od pierwszych minut, starał się niczego nie zostawiać przypadkowi. Nie widzieliśmy tego w innych meczach, gdy był faworytem chcącym wypełnić formalność, co źle się kończyło. Nie wszystko wychodziło, nie tylko Palma zawodził. Gorzej niż zwykle grał Rodriguez, daleko od normalnej formy wciąż jest Pereira. Moutinho dał kolejny powód trenerowi, by stawiać na Gurgula.

Wszystko to jednak straci znaczenie, jeśli Lech dobrze pokaże się w niedzielę w Kielcach, a zadanie czeka go bez porównania trudniejsze. Co prawda będzie jakieś 20 stopni cieplej niż w Tampere, prawdopodobnie w porze meczu termometr wskaże +4 stopnie, możliwy jest też deszcz. Boisko nie będzie tak równe, jak sztuczne, ale co trawa, to trawa. Jednak klasy Korony nie ma co porównywać do fińskiego kopciuszka. Jest ona aktualnie jedną z najlepszych drużyn w lidze. Gra pewnie, skutecznie i jak zwykle twardo, ma swój styl, co jest zasługą doświadczonego i racjonalnego w podejmowaniu decyzji Jacka Zielińskiego. Jej atutem są kontrataki, więc zapobieganie nim będzie dla Lecha kluczem do zwycięstwa. Michał Gurgul zdaje sobie sprawę, że czekają go wyścigi z szybkim Długoszem.

Z Finlandii wszyscy piłkarze Lecha wrócili w zdrowiu. Do domów dotarli nad ranem, więc piątek potraktowali jako dzień relaksu. W sobotę też nie potrenują na pełnych obrotach, bo po południu ruszają w pięciogodzinną podróż do Kielc. Kilka lat temu moglibyśmy przewidywać problemy z koncentracją na mecz ligowy, z właściwą regeneracją. Wtedy jeszcze trenerzy nie mieli tak dużego wyboru, tylu zawodników o dużych umiejętnościach i z doświadczeniem w częstym graniu. Zmiany w składzie są gwarantowane. Można się domyślać, że trener postawi na Bengtssona, Gumnego, zdrowego już Gholizadeha. Być może tym razem od początku zagra Walemark mający dobre wspomnienia z Kielc, a na pozycję nr 8 wycofany zostanie Rodriguez.

Mecze rozgrywane po pucharowych występach nie są już dla Lecha paraliżujące, ale teraz poprzeczka wisi bardzo wysoka. Czeka go jeden z najtrudniejszych wyjazdowych testów w rundzie, natomiast za tydzień rozegra jedno z najważniejszych spotkań domowych, przeciwko Rakowowi. W międzyczasie trzeba sformalizować awans w Lidze Konferencji. Gospodarowanie siłami zawodników jest więc bardzo ważne, ale wcale nie tak trudne biorąc pod uwagę jakość i liczbę piłkarzy. Choć Lech zamierza pokonać Koronę, to realnie oceniając szanse i możliwości nie do pogardzenia będzie jakakolwiek zdobycz punktowa.

Udostępnij:

Podobne