Najpierw pucharowa formalność, potem kluczowe mecze ligowe

Niedzielny mecz przeciwko Widzewowi jest dla Lecha ważniejszy niż czwartkowe zaklepanie sobie w Szwajcarii awansu do Ligi Europy. Będzie też trudniejszy, nie można powiedzieć, że do Łodzi pojedzie jak po swoje. Rok temu poniósł tam jedną z nielicznych wyjazdowych porażek, choć gospodarze, mimo absurdalnie drogich wzmocnień, byli w tym czasie jedną z najsłabszych ekip w lidze i niemal do końca sezonu desperacko walczyli o uniknięcie degradacji. Teraz Widzew gra lepiej, choć w kratkę, a Lecha jeszcze przed początkiem walki w Europie czekają kolejne ligowe starcia, w których też nie wolno ponieść strat.

Trener musi racjonalnie posługiwać się siłami i zdrowiem swych piłkarzy, zwłaszcza kiedy ma ich niewielu, jak na tak trudne i częste granie. Przybywa niezdolnych do gry, a najczęstszą tego przyczyną – co za niespodzianka! – są urazy mięśniowe. Wystawiając skład na mecz w Thun trzeba mieć na uwadze konieczność zachowania jak największej jakości i sił na późny niedzielny wieczór. Nie można korzystać z Ishaka, więc spróbuje go zastąpić Agnero, który boiska nie wąchał od dawna. Nie wiadomo, co z Walemarkiem. Szwed opuścił ostatnio boisko z bólem mięśnia. Jest to gracz mało odporny na takie przypadłości i długo się leczący. Szkoda byłoby go stracić akurat w tym momencie, gdy sam przyznaje, że latem wypracował dobrą formę.

Lech potrafi zaskoczyć jakością, gdy brakuje mu ważnych piłkarzy. Szwajcarów rozniósł bez napastników w składzie. W rewanżu też prawdopodobnie pokaże się nietypowo, mimo iż trener już wie, że przesadzanie z rotacjami przynosi skutki opłakane. Sytuacja jest na szczęście na tyle komfortowa, że prawdopodobnie nawet posłanie do Thun zespołu rezerw nie zakończyłoby się katastrofą. Dobrze by jednak byłoby tam wygrać pamiętając o pucharowym współczynniku krajowym. Pytanie tylko, jak do tego meczu podejdzie FC Thun. Skoro w Poznaniu trener uporczywie stosował wariant ultra ofensywny, to i teraz nie nastawi się na defensywę. Trudno się dziwić, bo obrońców ma marnych. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać, nie szlifować przed tym meczem wyprowadzania kontrataków.

Podobnie może wyglądać mecz w Łodzi. Widzew też zostawi Lechowi miejsce na grę, w jakiej Kolejorz czuje się najlepiej. Dużo będzie zależeć od defensywy. Łodzianie mają dużą jakość, strzelają wiele bramek nawet gdy nie wygrywają. W meczu wyjazdowym przeciwko Śląskowi stracili Wiśniewskiego na samym początku, ale mimo liczebnego osłabienia zdobyli trzy gole i gospodarze dopiero w końcówce wyszarpali remis.  Obrońca Widzewa zobaczył bezpośrednią czerwoną kartkę, więc przeciwko Lechowi nie zagra, ale to nie osłabi Widzewa, który przy wsparciu swych kibiców będzie próbował od samego początku zepchnąć Lecha do defensywy.

Mistrzowie Polski korzystają teraz z długiej, tygodniowej przerwy między meczami. Tej jesieni rzadko będzie ich na to stać. Pierwsze spotkanie w Lidze Europy zagrają w połowie września (w piątek poznają wszystkich ośmiu rywali). Już wiadomo, że terminarz nie będzie sprzyjał dobremu przygotowaniu do rundy wiosennej. Dwie ostatnie, być może kluczowe pucharowe kolejki trzeba rozegrać już 21 i 28 styczni. Zanim rozgrywki te wystartują, należy nadrobić ligowe zaległości. Cztery dni po spotkaniu w Łodzi do Poznania przyjedzie Jagiellonia. Gdyby trenerzy obu klubów przewidzieli, że tak łatwo im pójdzie w pierwszym meczu pucharowym, do spotkania ligowego przystąpiliby z marszu, bez przekładania. A tak trzeba grać co trzy dni. W niedzielę Lech podejmie Raków, który w lidze jest słabiutki, ale być może ogarnie się i włączy do rywalizacji o czołowe miejsca, więc warto zadbać o dobry bilans pojedynków bezpośrednich. Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze przed startem Ligi Europy trzeba się wybrać do Zabrza.

W krótkim czasie, grając z Widzewem, Jagą, Rakowem i Górnikiem, można przegrać ligę. Albo stworzyć sobie świetne warunki do jej wygrania po raz trzeci.

Udostępnij:

Podobne