Rezerwowi Lecha rzucili Piasta na kolana. Debiut marzeń Karola Delikata

Jak równy z równym walczyli w Poznaniu Gliwiczanie z mistrzem Polski, przez większą część meczu dominowali, statystyki były po ich stronie, mieli okazje bramkowe. Taktyka trenera Daniela Myśliwca zdawała egzamin, często bił on brawo swym graczom za jej realizację. Przeliczył się jednak sądząc, że Lech stanie się łatwym łupem, wariant ofensywny nie opłacił się. Gospodarze w drugiej połowie znaleźli to co lubią – przestrzeń do wyprowadzania szybkich ataków. Trzy gole zdobyli zmiennicy posyłając rywala na deski tuż po wejściu na boisko, a najszczęśliwszym człowiekiem był 18-letni Karol Delikat. Sekundy po zameldowaniu się na boisku zdobył bramkę.

Piast nie przyjechał do Poznania, by pójść w ślady mistrza Wysp Owczych, który defensywną grą napsuł Lechowi mnóstwo krwi, czynił go bezradnym. Zaskoczył widownię otwartą grą, nie ustępował faworytowi. Miał przewagę w posiadaniu piłki, dochodził do dobrych sytuacji. Najlepszą miał jednak Walemark, który ruszył ambitnie do przodu, przedarł się przez obrońców wychodząc sam na sam, ale przegrywając pojedynek z bramkarzem. Potem w niemal identycznej sytuacji znalazł się napastnik z Gliwic Ntamack, ale i on nie dał rady – Mateusz Lis świetnie go zatrzymał.

Przez całą pierwszą połowę Piast zaskakiwał dobrą i odważną grą, zmuszał defensywę Lecha do dużego wysiłku. Bardzo przydawał się Murawski, gdyby nie on rywalom łatwiej byłoby opanować środek boiska. W przerwie trener Frederiksen zdjął z boiska bezproduktywnego, chaotycznego Kozubala, wprowadził Rodrigueza i gospodarze dużo lepiej prezentowali się w centralnej strefie boiska. Hiszpan lepiej czytał grę, przechwytywał piłkę, napędzał atak, czyli robił to wszystko, z czym w nowym sezonie problemy ma młody Polak, który zgubił formę w być może kluczowym dla swej kariery momencie.

Goście, podochoceni ofensywną bezsilnością mistrzostw Polski, starali się jak najszybciej przemieszczać piłkę na połowę Lecha. Byli groźni i kreatywni, mogli Lisa zaskoczyć w każdej chwili. Tyle, że zapomnieli o Hakansie dysponującym najlepszym chyba w lidze przyspieszeniem. Także o tym, że Lech ma już na boisku nowych zawodników, w tym Sayadmanesha i Ishaka. Fin bezbłędnie uwolnił się od rywali na lewym skrzydle, błyskawicznie znalazł się na wysokości pola karnego i wycofał piłkę do nadbiegających kolegów. Irańczyk nie dopadł do niej, ale był jeszcze Szwed, który nie miał żadnego problemu ze zdobyciem gola, a stało się to dwie minuty po wejściu na boisko.

Piast bliski był szybkiego wyrównania, na posterunku był na szczęście Lis. Najwięcej w tym momencie Lechowi dawał Sayadmanesh, agresywny w odbiorze, przebojowy z piłką przy nodze. Właśnie on energicznym atakiem odzyskał piłkę blisko pola karnego. Świetnie obsłużył Palmę, ten zaś dośrodkował, a w idealnym miejscu znalazł się Delikat, który zadebiutował chwilę wcześniej. Trafił głową idealnie podwyższając prowadzenie, wprawiając widownię w euforię, tonąc w objęciach cieszących się razem z nim kolegów. To nie był koniec strzelania. Tuż po upływie regulaminowego czasu gry piłkę na prawym skrzydle wywalczył rezerwowy Gumny. Idealnie podał do rezerwowego Rodrigueza, który rozpędził się i podał do rezerwowego Sayyadmanesha, a ten wpakował piłkę „pod ladę”.

W ostatnich fragmentach meczu Lech grał tak, jak tego nie robił w czwartek – wykorzystywał szybkość na skrzydłach. Mógł zdobyć więcej goli. W idealnej sytuacji znalazł się Palma, strzelił jednak wprost w bramkarza. Być może dlatego, że nie był zmiennikiem, a gwiazdy tego dnia sprzyjały tym, co wchodzą do gry. Spisali się kapitalnie, dali Lechowi wysokie zwycięstwo i prowadzenie w tabeli.

Udostępnij:

Podobne

Pożegnaliśmy Jarka Jechorka

Na miłostowskim cmentarzu w czwartkowe popołudnie tłum ludzi żegnał zmarłą 29 lipca legendę koszykarskiego, i nie tylko koszykarskiego Lecha, Jarosława Jechorka. Oprócz najbliższej rodziny w