Lech nie cierpi grać przeciwko zespołom desperacko się broniącym, usiłującym zapobiec stracie gola wszelkimi sposobami sportowymi i niesportowymi. Tymczasem w czwartek stanie przed takim właśnie niewdzięcznym wyzwaniem. Pojedynek z KÍ Klaksvík nie będzie porywającym pojedynkiem, ale nie perspektywa nieciekawej gry, lecz głębokie rozczarowanie niesławnym pożegnaniem Ligi Mistrzów będzie przyczyną niskiej, jak na ten klub, frekwencji. Na trybunach znajdzie się ledwo kilkanaście tysięcy osób.

Nie tylko hańbiący wynik sprzed tygodnia, ale i inne konsekwencje tamtego wydarzenia spowodują, że czwartkowa rywalizacja będzie nietypowa. Wskutek odpalenia rac przez kibiców Kocioł będzie wyłączony z użytkowania, a zakaz prowadzenia meczu otrzymał trener Lecha. – Zbyt późno wyszliśmy z szatni na drugą połowę. Takie są reguły, właśnie za to zostałem ukarany. Usiądę daleko od ławki rezerwowych, prawdopodobnie w loży prezydenckiej, przepisy wykluczają kontaktowanie się przeze mnie ze sztabem w trakcie meczu – tłumaczy trener Lecha. Drużynę z ławki rezerwowych poprowadzi norweski asystent Duńczyka, Andreas Hagen. Jego doświadczenie w grze w pucharach jest symboliczne. Potrafi jednak, jak zwraca uwagę pierwszy trener, na bieżąco analizować sytuację, reagować na wydarzenia boiskowe.

Trener Lecha nie ma wątpliwości, jak to spotkanie będzie wyglądać. – Nasi rywale są doświadczeni w grze przeciwko mocniejszym drużynom. Potrafią się bronić wszystkim, czym dysponują, z reguły nie przegrywają dużą różnicą goli. Trzeba będzie znaleźć jakość z piłką przy nodze, zaskoczyć przeciwnika szybkością prowadzenia akcji. Szansą Lecha musi być wykorzystanie wyższej piłkarskiej jakości. Tyle, że z tym bywa ostatnio różnie. Lechici zbyt często pozwalają sobie ostatnio na niechlujstwo, na nieprzemyślane zagrania, niecelne podania, niedokładności. Podczas ostatniego meczu w Krakowie trener, z reguły opanowany, pozwalał sobie z tego powodu na wybuchy wściekłości.

Lechowi trudno będzie rozwinąć skrzydła, znaleźć przestrzenie do atakowania, choć to dla niego nie pierwszyzna, jak przypomina trener – wzmocnioną obronę stosuje w Poznaniu wiele ligowych drużyn. – Wszystko będzie zależeć od tempa, jakie nadamy naszym akcjom, ruchliwości. Im mniej kontaktów z piłką w ataku, tym lepiej. Powolna gra będzie wodą na młyn dla gości. Oczekuję ruchów za linię obronną. Kiedy stracimy piłkę na połowie rywala, musimy szybko ją odzyskiwać, wykorzystywać moment, gdy ruszy on do ataku. Dużą rolę w meczu mogą odegrać stałe fragmenty, tak pod naszą bramką, jak przeciwnika – wylicza Niels Frederiksen.

W ostatnim ligowym meczu od początku zagrał Yannick Agnero. Zdaniem trenera, napastnik wykonał dobrą robotę, ale nie ma decyzji, w jakim wymiarze wystąpi on w czwartek. Czy jednak będzie przydatny w sytuacji, gdy Lech musi szukać sposobu na skruszenie muru obronnego KÍ Klaksvík? Poprzedni jego klub z ligi szwedzkiej nie miał dużej siły ofensywnej, nie atakował frontalnie, głównie się bronił, szukał kontrataków. – Rozgrywałem już mecze przeciwko nisko ustawionym zespołom. Także w takich spotkaniach mogę pokazać jakość – zapewnia napastnik Kolejorza.

Udostępnij:

Podobne

Jak złamać Farerów?

Lech nie cierpi grać przeciwko zespołom desperacko się broniącym, usiłującym zapobiec stracie gola wszelkimi sposobami sportowymi i niesportowymi. Tymczasem w czwartek stanie przed takim właśnie

Bez Kotła i bez trenera. UEFA ukarała Lecha

W czwartek, podczas meczu eliminacyjnego do Ligi Europy przeciwko KÍ Klaksvík, tzw. druga trybuna poznańskiego stadionu, czyli Kocioł, będzie straszyć pustką. Jest to rezultat odpalenia

Stanęli na nogi

Lech pokonał w Krakowie beniaminka Wieczystą 2:1, choć nie był to łatwy do rozegrania mecz, a liczne słabości Kolejorza wciąż się ujawniały. Miał jednak piłkarzy