Potwierdziło się, że dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach Lechowi nie służy. W meczu na szczycie, który mógł go przybliżyć do mistrzostwa, nie strzelił żadnego gola, mimo iż był lepszą drużyną, stworzył nieliczne wprawdzie, ale groźniejsze sytuacje. Trudno mu było wejść w rytm, a zbyt duża liczba błędów i niedokładności nie pozwoliła na zwycięstwo. Niezrozumiale były decyzje trenera w samej końcówce. Co miał na myśli wpuszczając na boisko Palmę w czasie doliczonym? Więcej czasu otrzymał nieprzydatny Agnero, gdyż trzeba było realizować program obowiązkowy. Nie mógł grać Mońka, podpora defensywy. Zastępujący go Skrzypczak nie zawiódł, choć nie ustrzegł się kilku błędów, na szczęście niewykorzystanych przez jego byłą drużynę.
Jagiellonia zaczęła od środka i przeprowadziła akcję, z której nic nie wyszło mimo dwóch błędów Lecha w defensywie. Potem do głosu doszli goście, rozgrywali jednak akcje tylko w środku boiska. Po dwóch minutach przeprowadzili pomysłowy atak, w dobrej sytuacji znalazł się Walemark i mocno uderzył z dystansu. Bramkarz Jagi z dużym trudem sparował ten strzał. Potem już tak dobrze nie było. Ani jedna, ani druga drużyna przez długi czas nie potrafiła stworzyć zagrożenia, choć atakowały na zmianę. Piłka najczęściej krążyła w okolicach koła środkowego. Dopiero po pół godzinie kolejny strzał, tym razem głową, oddał Walemark.
Chwilę później groźnie zaatakowała Jagiellonia. Po stracie Kozubala w środku pola sam na bramkę popędził Szmyt, ale Mrozek zdołał jego strzał zatrzymać. Zaczął się ciekawszy okres meczu, więcej się działo pod bramkami. Nadal jednak nie można było powiedzieć, że któryś z zespołów uzyskuje wyraźniejszą przewagę. Po Lechu bardziej było widać przerwę rozgrywkach. Brakowało mu dokładności, wszystkie dośrodkowania Pereiry trafiały w próżnię, Bengtsson rzadko brał udział w grze.
Drugą połowę Jagiellonia zaczęła odważniej, przesunęła grę do przodu. Po kwadransie mogło ją to drogo kosztować, bo Bengtsson wykorzystał wreszcie wolną przestrzeń, wpadł w pole karne, ale jego podanie do środka było zbyt mocne i Gholizadeh, który znalazł się na posterunku, nie miał szans na celne uderzenie. Chwilę potem Jagiellonia, która w przeciwieństwie do Lecha przyspieszała akcje po przejęciu piłki, stworzyła najgroźniejszą swą akcję. Mrozek musiał bronić uderzenie po ziemi, a potem dobitkę kierowaną pod poprzeczkę.
Dobrze grający w pierwszej połowie Walemark po przerwie słabł z każdą minutą. Trener zmienił go na rekonwalescenta Hakansa, a popełniającego seryjne, napędzające Jagiellonię błędy Rodrigueza zastąpił Thordarson. Nie poprawiło to gry Lecha. Uwidoczniła się przewaga „Jagi”, potrafiącej wykorzystywać niedokładną grę rywala, wygrywającą bezpośrednie pojedynki. O ile wcześniej goście częściej utrzymywali się przy piłce goście, to teraz role się odwróciły. Jednak Lech wyciągnął z tego coś dla siebie – szybka kontra mogła przynieść gola, gdy Hakans uruchomił Ishaka, bramkarz groźne uderzenie kapitana Lecha z dużym trudem skierował na słupek.
Więcej Ishak pokazać nie mógł, bo na ostatnie minuty zastąpił go Agnero, Dwukrotnie stracił piłkę, to był jego jedyny „dorobek” w tym meczu. Na boisku pokazał się też Ismaheel, a dopiero w czasie doliczonym Palma. W końcówce meczu gra Lecha się posypała, ograniczał się do obrony, niczego twórczego stworzyć już nie potrafił.



