Panie prezesie, to mamy kryzys czy tylko chwilowe problemy?
W czasach słusznie minionych władza nie pozwalała mówić o kryzysie nazywając wszystkie jego objawy przejściowymi trudnościami. Jak skończyła się taka polityka, wszyscy doskonale pamiętamy. Stąd też moje pytanie zawarte w tytule. Chciałbym usłyszeć na nie odpowiedź od człowieka, który zarządza klubem. Chciałbym zorientować się, czy mam do czynienia z powtórką z historii Polski (tu oczywiście skala jest nieporównywalnie mniejsza), czy też prezes będzie nadal udawał, że nic złego się nie dzieje, a klub boryka się z przejściowymi trudnościami.
Katastrofa Lecha. Kto go uratuje?
Obwinianie piłkarzy i aktualnego trenera za ostatnie pasmo porażek i za beznadziejne wyniki w całym 2016 roku to uproszczenie. To, co dziś przeżywamy, jest konsekwencją destrukcyjnych działań rozpoczętych kilka lat temu, gdy klub pożegnał się z ludźmi mającymi pojęcie o futbolu. Choć geniuszami nie byli, to wiedzieli, jak się buduje i prowadzi drużynę. Nasz klub wylądował na samym dnie. I nie chodzi tu tylko o sytuację w ligowej tabeli. Mamy do czynienia z katastrofą. Rezygnacja z akcji ratunkowej byłaby sabotażem.