Wojciech Bernard, dziennikarz Radia Merkury: Najwyższa pora gromadzić punkty

Przed nami mecze rozgrywane co kilka dni.

– I nadzieja, że w tych meczach uda się wywalczyć wiele punktów. Ta pierwsza odsłona ligowego maratonu, czyli mecz z Legią przyniósł Lechowi zaledwie remis, czyli spory niedosyt. Starcie z odwiecznym rywalem na własnym boisku nie dało punktów, choć Lechici i tak mogą być zadowoleni z remisu, bo bliższa strzelenia zwycięskiej bramki chyba była Legia. Teraz czekają nas mecze co trzy dni: Jagiellonia, Górnik Zabrze, Puchar Polski przeciwko Miedzi Legnica, potem znów spotkania ligowe.

W meczu przeciwko Legii Lech pokazał, że potrafi twardo walczyć.

– Potrafi twardo walczyć, ale pytanie brzmi – czy uda się tę walkę pokazać także w Białymstoku i kolejnych spotkaniach. Mam nadzieję, że nie tylko Legia potrafi zmobilizować piłkarzy Lecha do bardziej ambitnej gry. Chyba o braku ambicji nie ma co mówić, bo ona jest wpisana w grę, ale jeden zespół potrafi bardziej mobilizować, a inny mniej. Trzy punkty zdobyte na Legii liczą się tymczasem tak samo, jak trzy punkty uzyskane w kolejnych spotkaniach. Nie wspomnę już o Pucharze Polski, bo tam nie będzie poprawki. Kto przegra, ten odpadnie.

Nareszcie trener ma większy wybór niż w poprzednich miesiącach.

– Tak, bardzo mnie cieszy, że kończą się problemy zdrowotne. Początek tego sezonu był dramatyczny. Teraz większość zawodników, którzy mieli kontuzje do siebie doszła, choć przyplątały się nowe urazy, takie jak u Daylona Claasena, tego jednak nigdy nie uda się uniknąć. Widzimy, co po ostatnich meczach dzieje się w warszawskiej Legii. Trener Urban przed meczem w Bydgoszczy nie może skompletować pełnej „osiemnastki”. Teraz trzeba potwierdzać, że Lech jest zespołem, który zamierza bić się o Mistrzostwo Polski. Nie ma już miejsca na potknięcia, drużyna musi wygrywać i regularnie zbierać punkty.

Pozytyw ostatnich tygodni to dobra postawa Teodorczyka. Może doczekamy się wreszcie klasowego napastnika.

– Strzelił kilka bramek, jego forma rośnie, ale ciągle mały niedosyt pozostaje. To wciąż nie jest to, o czym by marzyli kibice. W meczu z Legią brakowało mu trochę szczęścia, trochę skuteczności. Nie zmienia to faktu, że jest zdecydowanie lepiej niż na początku sezonu, kiedy Łukasz Teodorczyk nie potrafił się odnaleźć i oceniany był krytycznie. Nie mógł odzyskać dyspozycji pokazywanej przed przyjściem do Poznania. Mam nadzieję, że bramki, które strzelił podbudowały go psychicznie i nie będzie miał problemów z dalszym trafianiem do siatki.

Kolejny pozytyw – postawa Gergo Lovrencsicsa.

– Na początku sezonu otrzymywał bardzo niskie noty, a teraz jakby się rozkręcał. Piękna bramka strzelona przeciwko Legii powinna go wzmocnić. Nabierze wiatru w skrzydła i będzie pokazywał to, do czego przyzwyczaił nas kiedyś. Jego występy w Lechu to sinusoida, ma fazy bardzo dobre, ale i bardzo słabe, gdy jest niewidoczny i nieprzydatny.

Wielki czas, by Szymek Pawłowski dowiódł, że jest zawodnikiem dużej klasy.

– Myślę, że jako następca Aleksandara Tonewa ma poprzeczkę zawieszoną wysoko. Przychodził tu jako zawodnik o bardziej wyrównanej formie niż Bułgar, który świetne mecze przeplatał fatalnymi, gdy znikał zupełnie. Szymon Pawłowski jest zawodnikiem o klasie bardziej ustabilizowanej.

Jednak ta stabilizacja ciągle zostaje na zbyt niskim poziomie.

– Tę poprzeczkę, podobnie jak w przypadku innych zawodników Lecha, trzeba podwyższać. To piłkarz, którego stać na dużo więcej niż w tej chwili pokazuje. Jeśli chodzi o innych piłkarzy, to jestem zawiedziony postawą Hamalainena, który dla mnie jest jednym z największych niewypałów dotychczasowej części sezonu, i to niezależnie od lepszej ostatnio postawy Lecha. Kiedy go oglądam mam wrażenie, że potrafi o wiele więcej.

Może się odrodzi zimą, bo to Fin.

– Może, ale chciałbym, żeby nastąpiło to dużo szybciej.

Rozmawiał Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny