Rene Poms, asystent Nenada Bjelicy spodziewa się, że pucharowy mecz będzie podobny do tego ligowego, obie drużyny zastosują podobną taktykę. Lech ma za sobą przykrą porażkę w Warszawie. – Strata gola w ostatniej minucie boli, ale tak samo bolałaby, gdyby zdarzyło się to w pierwszej minucie. Najlepiej w ogóle bramek nie tracić. Postaramy się o to we wtorkowym spotkaniu, bo w meczu pucharowym zachowanie u siebie czystego konta jest bardzo ważne – zapowiada austriacki szkoleniowiec. Zapewnia, że Lech ma plan na ten mecz, piłkarze wiedzą, jak trzeba zagrać. Pytanie tylko, czy założenia te potrafią zrealizować.
Co ciekawe, w ostatnich dwóch meczach ligowych Lech stracił punkty w takich samych okolicznościach, pozwalając sobie strzelić bramkę tuż przed końcem. – Sytuacji tych nie można porównywać, bo w Warszawie decydujący gol był nieprawidłowy, poza tym wcześniej doszło do zamieszania, sędzia popełnił błąd nie pokazując czerwonej kartki bramkarzowi Legii. Mieliśmy pecha, bo to nie był zły mecz w naszym wykonaniu. Musimy mocno pracować, wtedy szczęście do nas wróci i może to my będziemy zdobywać gole w ostatnich sekundach – mówi Rene Poms.
Jest przekonany, że Wisła nie będzie się w Poznaniu bronić, pokaże futbol otwarty, a to dla Lecha jest korzystne. Trzeba tylko zagrać kompaktowo, blisko siebie i uważać na szybkie ataki, w których przeciwnik się specjalizuje. Piłkarze Lecha muszą zachować pełną koncentrację, wtedy mają szansę uzyskać dobry wynik, pozwalający jechać do Krakowa na rewanż po to, by dopełnić formalności. Po powrocie z Warszawy piłkarze są zmęczeni, ale nie uskarżają na poważniejsze urazy. Do meczu pucharowego przystąpią w pełni sił, zdążą wypocząć.
– Mecz z Legią przestał nas interesować, teraz skupiamy się tylko na Wiśle – zapewnia Dariusz Formella. – Puste trybuny nam nie pomogą. Szkoda, że do tego doszło, ale trzeba z tym żyć. O grze Wisły wiemy wszystko, także dla niej nasza gra nie ma tajemnic. Spotykamy się trzykrotnie w krótkim czasie. To nietypowa sytuacja, ale tak się zdarza. Wisła gra coraz lepiej, po początkowych niepowodzeniach wraca na swoje miejsce. Któraś z drużyn odpadnie, oby to była Wisła. Powinno nam pójść łatwiej niż w lidze.
Przy Bułgarskiej będzie smutno. Pusty stadion, w późny, deszczowy, jesienny wieczór to nieciekawy widok. Brak publiczności to kara za wydarzenia w finale Pucharu Polski. Obowiązuje do końca rozgrywek. Prezes Lecha Karol Klimczak nie chce rozmawiać o stratach finansowych, jakie klub poniesie. Czy w przypadku awansu Lech złoży wniosek o zawieszenie kary? – Nie ma co teraz o tym rozmawiać. Najpierw trzeba wyeliminować Wisłę – ucina prezes Lecha.



