Bjelica przypisuje sobie wykreowanie materiału do transferów w osobach Kownackiego, Bednarka czy Gumnego. Tu trzeba mu w dużej mierze przyznać rację, szczególnie co do Bednarka i Gumnego, którzy pod jego opieką zaczęli regularnie grać w pierwszym zespole. Trzeba też dodać jeszcze wprowadzenie do zespołu Jóźwiaka. Żeby być obiektywnym należy uznać dokonania trenera na polu wprowadzania do gry młodych wychowanków Lecha.
Gorzej wygląda sprawa firmowanych przez niego transferów. Sam mówił, że podpisywał się pod każdym z nich. I tu powodów do dumy nie ma. Kogo kupiono i jaki z tego pożytek dla klubu, to każdy kibic doskonale wie.
Problemem Bjelicy w Lechu był chroniczny brak trofeów. Tu przegrał wszystko co było do przegrania: Puchar Polski, mistrzostwo Polski, udział w LE. Nie umiał dać drużynie charakteru wojownika. Zabrakło w drużynie genu zwycięzcy. Było to zwłaszcza widać w sytuacjach, gdy gra nie układała się po myśli Lecha i przeciwnik pierwszy zdobywał bramkę grając potem wysokim pressingiem. W takich sytuacjach Lech szybko tracił koncept, zaczynał grać nerwowo i chaotycznie. Było to zwłaszcza widać w ostatnich meczach.
Błyskawiczna reakcja zarządu klubu po wczorajszym meczu jest objawem strachu przed dalszym rozwojem sytuacji w relacjach z kibicami. Bjelica stał się tu ofiarą, bo do odstrzału jest zarząd i piłkarze. A że trenera zwolnić najłatwiej, to tak właśnie postąpiono.
Przyzwoitość nakazuje powiedzieć: Nenad, dzięki za wszystko i powodzenia!



