Prezentacja drużyny i przegrany sparing

Najpierw festyn przy stadionie, potem możliwość obejrzenia prezentacji drużyny Lecha w obecnym jej kształcie, wreszcie sparing z Lechią Gdańsk – takie atrakcje czekały na kilkuset kibiców, którzy w sobotnie popołudnie zjawili się przy ulicy Bułgarskiej. Gra piłkarzy Kolejorza, a szczególnie dramatyczna ich nieskuteczność, nikogo nie zachwyciły, ale na tym etapie przygotowań trudno mieć do kogokolwiek pretensje.

W pierwszej połowie pokazali się teoretycznie najlepsi zawodnicy Kolejorza, jeśli nie liczyć tych, co z różnych przyczyn zagrać nie mogli (Ishak) i tych, którzy do drużyny dopiero (prawdopodobnie) dołączą. Od pierwszych akcji było widać, że Lech jest w trakcie ciężkich treningów. Zawodnicy byli nieskoordynowani, gra im się nie kleiła, ofensywne akcje nie udawały się.

Lechia wypadła lepiej, jakby była na innym etapie przygotowań. Strzeliła ładną bramkę, gdy Ilkay Durmuz wrzucił piłkę van der Hartowi lobem za kołnierz. Nie pierwszy raz Holender dał się tak pokonać. Akcje gdańszczan były bardziej konkretne. Bramkarza Lecha ratowała poprzeczka. Gospodarze też mieli okazje bramkowe, ale je partolili. Johannsson nie potrafił pokonać Alomerovicia będąc z nim sam na sam. Niecelnie strzelali Milić, Skóraś i słaby tego dnia Ramirez, szczęścia próbował Amaral.

Lech grał powoli, nie było mowy o zaskoczeniu rywala. Większe posiadanie piłki na nic się nie przekładało. Po przerwie na boisko wybiegła prawie taka sama drużyna, tylko zmienił się bramkarz, a w miejsce Johannssona do ataku przeniósł się Amaral, aktywny, ale popełniający błędy, podobnie zresztą jak wszyscy piłkarze Kolejorza. Przewaga Lecha rosła z każdą minutą. Lechia ograniczała się do pojedynczych wypadów z własnej połowy. Nie miał niestety kto skierować piłki bramki do jej bramki. Trener dokonał wielu zmian, dał się pokazać juniorom.

Pod koniec meczu na boisku znalazł się Artur Sobiech, ale o swoim występie będzie chciał natychmiast zapomnieć. Nic mu nie wychodziło, czeka go mnóstwo pracy nad odzyskaniem formy. Gdy znalazł się sam na sam z bramkarzem, oddał strzał katastrofalny, wręcz ośmieszający go. Lepiej uderzył będący w podobnej sytuacji młody Karbownik, ale i on nie pokonał bramkarza Lechii, który potem z wielkim trudem odbił piłkę po uderzeniu z dystansu tego samego gracza.

Młodzi zawodnicy pod koniec meczu pokazali się z dobrej strony. Grali ambitnie, ale tworzyli chaos na przedpolu gości. Lech wykonał mnóstwo dośrodkowań, wymieniał piłkę, próbował forsować obronę Lechii podaniami prostopadłymi. Wszystko to poszło na marne. Maciej Skorża już wie, nad czym trzeba pracować.

Skład Lecha: Mickey van der Hart (46. Filip Bednarek) – Joel Pereira (66. Alan Czerwiński), Jakub Kamiński (72. Krystian Palacz), Dani Ramirez (75. Filip Wilak), Antonio Milić (66. Mateusz Skrzypczak), Bartosz Salamon, Aron Johannsson (46. Jesper Karlström), Michał Skóraś (72. Jakub Karbownik), Radosław Murawski (60. Artur Sobiech), Joao Amaral (66. Filip Marchwiński), Pedro Tiba (72. Antoni Kozubal).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse