W niedzielę, w obecności blisko 30 tysięcy widzów, Lech zagra przy Bułgarskiej z Wartą (godzina 15). Mimo spodziewanego zimna, trzeba pojawić się na stadionie. Zielonym nie idzie w drugim sezonie na poziomie ekstraklasy. Perspektywa degradacji nie jest nierealna. Derby Poznania, rozgrywane przy tak licznej widowni, mogą powtórzyć się dopiero za wiele lat.

Warta tylko przed wojną i krótko po niej była potęgą, mistrzem kraju. Potem podupadała, to Lech liczył się w Poznaniu i Wielkopolsce. Na krótko wróciła do ekstraklasy prawie trzy dekady temu. Przez cały ten czas borykała się z wielkimi problemami organizacyjnymi i finansowymi. Za bezcen pozbyła się największego niegdyś w mieście stadionu, dziś musi grać w Grodzisku Wielkopolskim, bo długo potrwa, zanim jej obiekt przy Drodze Dębińskiej spełni wymagania ekstraklasowe. Właśnie w Grodzisku odbędzie się rewanż za niedzielne spotkanie. Warta, jeśli nie zacznie wygrywać, może być wtedy w fatalnej sytuacji.

Szkoda by było, gdybyśmy zostali pozbawieni derbów Poznania, bo są one wyjątkowe. Nie ma tu tzw. świętej wojny. Wisła i Cracovia to śmiertelni wrogowie (w wielu przypadkach niestety dosłownie). Nienawiść panuje między kibicami Lechii i Arki, ŁKS i Widzew też się szczerze nie cierpią. W Poznaniu najwięksi nawet fani Kolejorza rzadko okazują Warcie niechęć, bo to nie jest rywal, którego należy się obawiać. Z obozu Zielonych też nie płyną wyrazy krytyki. Władze klubu z Wildy zapewniają, że znają swe miejsce w szeregu, nawet nie próbują porównywać się do Lecha, kroczą własną drogą. Zdecydowana większość poznaniaków kocha Lecha, a Wartę tylko lubi.

Podczas niedzielnego meczu nie usłyszymy gwizdów i wyzwisk pod adresem drugiej drużyny. Na trybunach w zwartej grupie zasiądzie kilkuset kibiców Warty, ale niemała ich liczba wymiesza się z fanami Kolejorza. Niejednej osobie będzie obojętne, kto wygra. Jednak prawie cały stadion będzie za Kolejorzem, który potrzebuje punktów, by umocnić się na czele tabeli.

Jaki to będzie mecz? Wiele wskazuje, że potoczy się pod dyktando gospodarzy, przy wzmocnionej defensywie gości. To nie jest dobra wiadomość dla piłkarzy Lecha. Nie lubią zmagać się z przeciwnikiem chowającym się za zasiekami i głębokimi rowami. Nie mają co liczyć na przestrzeń pozwalającą rozpędzić się i atakować z rozmachem. Kto liczy na pewne i wysokie zwycięstwo Lecha, może się rozczarować. Oba ubiegłoroczne mecze derbowe rozstrzygnęły się w ostatnich sekundach. W Poznaniu Lech wygrał po jedenastce za rękę Trałki w polu karnym. W Grodzisku przegrywał, ale wyrównał pod koniec meczu, a tuż przed końcowym gwizdkiem Tiba zapewnił mu punkty.

To może być dziwne spotkanie, bo Warta jest w kryzysie, a nowy, najmłodszy w lidze trener szuka przełamania. Zastosuje ustawienie z trzema środkowymi obrońcami, za którym Lech nie przepada. Dla Kolejorza może być to podobny mecz do trzech ostatnich, gdy bił głową w mur. Jeśli nie strzeli szybko bramki, zmuszającej Wartę do odsłonięcia się, może męczyć się długo i niekoniecznie z pozytywnym skutkiem.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na