Urodził się 16 kwietnia 1921 roku, czyli rok przed powstaniem Lutni Dębiec, protoplasty Lecha. Był żywą historią Kolejorza. Chętnie spotykał się z wszystkimi, którzy szukali wiedzy o początkach Lecha, o zasadach funkcjonowania tego wielosekcyjnego klubu w latach 60. i 70. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że gigantyczna, rekordowa frekwencja na stadionie im. 22 Lipca, gdy Kolejorz wracał do ekstraklasy, była po części zasługą pana Pieńczaka. Gdy tłumy kłębiły się pod bramami, a trybuny były już pełne, wbrew poleceniu dowódcy ZOMO, zajmującego się bezpieczeństwem stadionowym, polecił wpuszczać kibiców w dalszym ciągu. Na koronie stadionu i w przejściach pozostało jeszcze trochę wolnego miejsca…
Przekazywał nam ciekawostki, które fascynują obecnych kibiców i historyków klubu, przytaczał mnóstwo anegdot. W jego czasach klubowi działacze nie pracowali na etacie, byli delegowani przez instytucje opiekujące się klubami sportowymi. Nie inaczej było z panem Pieńczakiem. Kiedy związał się z klubem z Dębca, a potem z Bułgarskiej, to już na dobre. Niezależnie od tego był aktywnym działaczem spółdzielczym i związkowym. Swoje funkcje społeczne aktywnie pełnił jeszcze długo po formalnym przejściu w stan spoczynku.
Na mecze swego Kolejorza chodził do końca, pokazał się nawet na ostatnim spotkaniu. Człowiek niezwykle aktywny, żywotny. Mając skończone 90 lat samodzielnie przyjeżdżał na stadion korzystając z komunikacji publicznej, by zasiąść na trybunie VIP. Zmarł 17 sierpnia w Poznaniu. Pogrzeb odbędzie się w piątek, 21 sierpnia na Junikowie o godzinie 8.10.
Rysunek autorstwa Jarka Czyża pochodzi z „Alfabetu Lecha Poznań”.



