Nie jest zresztą wcale powiedziane, że trzeba odpaść. Owszem, jest to wielce prawdopodobne, ale jeszcze nie przesądzone. Futbol to nie hokej, nie koszykówka. Tu faworyci, jeśli mają słabszy dzień i ktoś znajdzie na nich sposób, często zawodzą. Dowodem na to jest choćby Lech, który potrafił wygrać z Manchesterem City i ulec amatorom z Islandii. Problem w tym, by zagrać mądrze taktycznie i dać z siebie wszystko.
Skutki złego zarządzania pierwszą drużyną jeszcze długo będą widoczne. Trwa właśnie jej odbudowa, ale trzeba poczekać na waleczność od początku do końca, rozmach w grze, pełną determinację i piłkarską jakość. Zbyt wiele było fatalnych zdarzeń, byśmy z dnia na dzień zobaczyli nowego Lecha. Już jest dużo lepiej niż było. Świadczą o tym wyniki i gole zdobywane w końcówkach. Brakuje jeszcze piłkarskiej jakości, wysokiej formy wszystkich kluczowych zawodników. Dwumecz z Genk pokaże, na jakim etapie znajduje się Lech. Nawet jeśli trzeba się będzie żegnać z pucharami, lekcja okaże się wartościowa.
Nie ma więc niczego do stracenia. Wiadomo, jak szybko gra drużyna belgijska, jak sprawnie operuje piłką w ataku, jakie umiejętności mają jej piłkarze. Znając trenera Djurdjevicia, włoży on w ten mecz, najważniejszy w jego trenerskim życiu, wszystko, co zdobył obcując z futbolem, by znaleźć sposób na Genk. Nie ma wielkiego komfortu, bo najwięcej zależy od wykonawców, czyli tych, co będą jego plan realizować. Belgowie są mocniejsi w ataku niż w defensywie. Atakują z rozmachem, skrzydłami i środkiem, a to wymaga odsłonięcia się. To stworzy idealne warunki na wyprowadzenie kontr, czyli strzelenie co najmniej jednej bramki na wyjeździe.
Nie może grać ten, który okazał się największym wzmocnieniem w nowym sezonie – Tiba. Amaral nie ma jeszcze sił na cały mecz, ale jeśli wyjdzie mu błyskotliwe zagranie, może uciszyć stadion. To samo dotyczy Jevticia, oszczędzanego w ostatnim meczu ligowym, a także znajdującego się w życiowej formie Kostewycza. Co prawda Makuszewski jeszcze nie jest w optymalnej dyspozycji, ale kto wie, czy sukcesu nie zapewni Lechowi Kamil Jóźwiak, którego wejście na boisko we Wrocławiu odmieniło ofensywę Lecha.
Wątpliwe, by trener zrezygnował z wystawienia trzech środkowych obrońców. W tym meczu dużo będzie zależało od defensywy, a niestety nie można jeszcze powiedzieć, że to silna strona Lecha. Z pewnością zagra najlepszy obecnie obrońca, Rogne. Prawdopodobnie też Vujadinović. Trzecim będzie De Marco, rzucony na głęboką wodę w sytuacji, gdy prawie żegnał się z klubem z poczuciem niewykorzystanej szansy. Kto wie, czy największym problemem Lecha nie będzie bramkarz, ktokolwiek by nie zagrał. Obaj są elektryczni, popełniają pomyłki, ich forma odbiega od tego, co pokazywali w poprzednim sezonie. Rywal będzie nacierał, odda co najmniej tuzin groźnych strzałów, bo tak robi w każdym meczu. Powód do niepokoju istnieje. Lech uzyska korzystny wynik tylko wtedy, gdy nikt nie będzie odstawał od poziomu całego zespołu, zdeterminowanego i grającego ze szczęściem.



