Do odważnych świat należy. Opłaca się dawać szanse zawodnikom młodym. Jan Bednarek zaliczył bardzo dobry debiut, Maciej Gostomski pokazał, że ekstraklasa mu nie straszna. Lech pewnie wygrał w Gliwicach 2:0, a wynik mógł być o wiele wyższy. Tylko na początku drugiej połowy mogły paść cztery bramki dla Lecha. Gospodarze pierwszy (i ostatni) celny strzał oddali dopiero w 88 minucie. 

Wiedzieliśmy, że trener Mariusz Rumak nie zabrał do Gliwic Arboledy. Nie spodziewaliśmy się, że to nie koniec niespodzianek. Na ławce rezerwowych zasiadł tym razem Krzysztof Kotorowski, a w pierwszym składzie pojawił się 17-letni Jan Bednarek. Trener doszedł widać do wniosku, że skoro nie może być lepiej, to zawsze może być inaczej. Lech traci w tym sezonie sporo bramek, popełnia w defensywie błąd za błędem. Trzeba było coś zmienić.

Było nie tylko inaczej, ale i lepiej, w czym duża „zasługa” nerwowo i niepewnie grającego, popełniającego seryjnie proste błędy Piasta. Gospodarze w pierwszej połowie nie oddali ani jednego strzału w światło bramki. Gdyby Lech miał wszystkich piłkarzy zdrowych, albo przynajmniej będących w formie, już do przerwy zapewniłby sobie zwycięstwo. Co ważne, wreszcie zaczynają mu wychodzić stałe fragmenty gry. Gol przeciwko Pogoni padł po rzucie rożnym, podobnie było teraz, gdy Wołąkiewicz krótko podał do Lovrencsicsa, ten lewą nogą zagrał do Teodorczyka, który strzelił z woleja „pod ladę”, nad bramkarzem.

Można było natychmiast dobić Piasta. I tak by się stało, gdyby nie niecelne podania, złe wybory. Mecz nie stał przez to na wysokim poziomie, mimo iż piłka szybko przenosiła się spod jednego pola karnego pod drugie. Już na początku drugiej połowy Lech przeprowadził trzy błyskawiczne kontry, jakimś dziwnym sposobem nie zamienione na gole. Wszystko to trwało zaledwie trzy minuty. Udało się za to za czwartym razem, gdy bramkarz kilka razy odbijał piłkę po strzałach Lecha, aż z bliska pokonał go bohater wieczoru – Teodorczyk.

Piast ambitnie dążył do strzelenia przynajmniej jednej bramki. Był jednak żałośnie bezradny. Świetnie grał Luis Henriquez, przechwytujący ważne piłki. Ostoją defensywy był Wołąkiewicz. Po Janie Bednarku nie było widać, że to 17-letni żółtodziób. Wygrywał pojedynki z doświadczonymi i wysokimi przeciwnikami, dobrze się ustawiał, wychodził do przodu. Maciej Gostomski nie pomylił się ani razu.

Piast Gliwice to przeciwnik, z którym Lechowi zawsze grało się dobrze. Także tym razem przewaga Kolejorza nie podlegała dyskusji ani przez chwilę. Grał tak, jak lubi – wyprowadzał szybkie ataki, oddał mnóstwo strzałów. Gdyby w wielu momentach zawodnicy Lecha wykazali trochę precyzji lub podawali do właściwego partnera, można było odnieść rekordowe zwycięstwo, jakby na przekór kryzysowi, w który drużyna wpadła na początku rozgrywek. Wystarczyło pokazać trochę piłkarskiej klasy, by pokonać przeciwnika.

 

Piast Gliwice – Lech Poznań 0:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Teodorczyk (15), 0:2 Teodorczyk (53)
Widzów: 4000 (w tym 470 kiboli Kolejorza)
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)
Żółta kartka: Wilczek

Piast: Dariusz Trela – Damian Zbozień (89. Rabiola), Csaba Horvath, Jan Polak, Adrian Klepczyński – Mateusz Matras, Carles Martinez – Matej Izvolt (54. Pavol Cicman), Ruben Jurado, Tomasz Podgórski (73. Tomas Docekal) – Kamil Wilczek

Lech: Maciej Gostomski – Mateusz Możdżeń, Jan Bednarek, Hubert Wołąkiewicz, Luis Henriquez – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen, Daylon Claasen (80. Michał Jakóbowski) – Łukasz Teodorczyk (64. Bartosz Ślusarski)

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny