Na zwycięstwo Lecha nie było stać. Tylko remis

Legia, która ten sezon już straciła, zdołała wywieźć z Poznania jeden punkt. Lech nie potrafił jej pokonać, takie ma obecnie możliwości, choć gdyby w doliczonym czasie gry szczęście się do niego uśmiechnęło, o tym meczu rozmawialibyśmy inaczej. Nadrobił jednak stratę do Pogoni, przed meczem Rakowa jest liderem, ale w Wielką Sobotę czeka go trudny wyjazd do Płocka.

Znów się przekonaliśmy, że Lech ma dobrych piłkarzy w składzie, ale nie dysponuje solidną, dobrze funkcjonującą drużyną. Nie stać go na pokonanie zespołu o porównywalnym poziomie nawet na własnym, całkowicie wypełnionym kibicami stadionie. Miał ogromne problemy z konstruowaniem akcji, gubił się w środku pola. Patrząc na jego grę, trudno upatrywać w nim faworyta do mistrzostwa.

Nie można tym razem powiedzieć, że źle wszedł w mecz, przespał początek. Był on w jego wykonaniu niezły, górował nad Legią, utrzymywał się przy piłce. Brakowało tylko składnych ataków i strzałów. Po pół godzinie udało mu się wyjść na prowadzenie po stałym fragmencie. Płkę przejął Satka i z ostrego kąta celnie strzelił do bramki. Do tego momentu Legia nieźle grała w środku, ale w ataku szło jej jeszcze gorzej niż Lechowi, nie oddawała strzałów. Aż do momentu, gdy strzelec bramki wdał się w bezsensowną przepychankę przy linii bocznej. Sędzia podyktował rzut wolny. Josue posłał piłkę pod bramkę, a Lopes musnął ją głową wyrównując wynik.

Działo się to pod koniec pierwszej połowy, a po przerwie, gdy zaczął się tzw. kwadrans poznański, Lech miał dwie okazje bramkowe. Jedną Legia stworzyła sobie sama, mogła strzelić samobója. A potem nie działo się nic. Kolejorz miał wielkie problemy z przedostawaniem się pod pole karne Legii. Goście stosowali wysoki pressing, utrudniali wyprowadzanie akcji, sami starali się szybko atakować, gubili się jednak po przeniesieniu piłki pod poznańskie pole karne. Na boisku dużo było walki, sędzia nie panował nad wydarzeniami.

Wszystko, co ciekawe, działo się w doliczonym czasie. Legionista Charatin zaatakował brutalnie od tyłu szarżującego Ba Loua. Sędzia pokazał mu tylko żółtą kartkę, co go całkowicie kompromituje. Obejrzał jednak powtórkę na sygnał VAR-u i musiał zmienić decyzję, wyrzucić legionistę z boiska. Rzut wolny wykonywał Kwekweskiri. Zrobił to bardzo dobrze, ale pechowo – piłka odbiła się od słupka. Potem obrońca Legii zatrzymał ręką lecącą do bramki piłkę, na co sędzia nie zareagował, zaspał też VAR i po chwili mecz się skończył.

Lech Poznań – Legia Warszawa 1:1 (1:1)

Bramki: Ľubomír Šatka 30 – Rafael Lopes 40
Żółte kartki: Ishak – Johansson, Slisz.
Czerwona kartka: Ihor Charatin (93. minuta, Legia).
Lech: Mickey van der Hart, Tomasz Kędziora (79 Joel Pereira), Lubomir Satka, Antonio Milić, Pedro Rebocho, Dawid Kownacki, Radosław Murawski, Jesper Karlstrom (79 Nika Kwekweskiri), Joao Amarl )73 Adriel Ba Loua), Jakub Kamiński (79 Michał Skóraś), Mikael Ishak (84 Filio Marchwiński).
Legia: Richard Strebinger, Mattias Johansson, Lindsay Rose, Mateusz Wieteska, Artur Jędrzejczyk Lirim Kastrati (57 Benjamin Verbić), Bartosz Slisz, Jurgen Celhaka (46 Patryk Sokołowski, 78 Ihor Charatin), Josue, Maciej Rosołek, Tafael Lopez (62 Tomas Pekhart).
Sędziował Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 39.225.

Udostępnij:

Podobne

Czekając na inwestycje

Wywalczenie mistrzostwa Polski pozwoliło Lechowi zarobić niemałe pieniądze, przekraczające 30 milionów zł. Jeszcze większe kwoty czekają w europejskich pucharach. Im Kolejorz dłużej w nich pogra,

Bezkonkurencyjni. I niech tak zostanie

Z Gali Ekstraklasy, podsumowującej ligowy sezon, piłkarze Lecha wracają z nagrodami świadczącymi o zdominowaniu konkurencji. Najlepszym młodzieżowcem kapituła wybrała Jakuba Kamińskiego, najlepszym obrońcą Bartosza Salamona,