Lech pozyskał zimą dwóch Węgrów, ale nikt jeszcze nie odważy się nazwać tych transferów sukcesami. Dawidowi Holmanowi, piłkarzowi o dużym potencjale, trochę jeszcze brakuje do klasy graczy z pierwszego składu Kolejorza. Tamas Kadar jeszcze nie dowiódł, że góruje umiejętnościami nad „Kamykiem”, Paulusem, a być może i Wiluszem. Grał wprawdzie w wielkich klubach, ale nie potrafił utrzymać się w składzie, a powołań do reprezentacji Węgier nie można uznać za wartościową rekomendację, bo konkurencja nie jest tam duża. Liczmy, że pod okiem naszych trenerów zrobi postępy i wykorzysta swą uniwersalność, czyli umiejętność łatania dziur w składzie drużyny.
Wystarczyło zmienić trenera, by cieszyć się zupełnie inną grą Lecha. Przeobrażenia musiały zabrać trochę czasu, bo trudno natychmiast wykorzenić złe nawyki, zbudować mentalność zwycięzców. Nieciekawe przywary nawarstwiały się w sezonach, gdy opiekunami pierwszego zespołu byli panowie z dużymi osobistymi ambicjami, ale niczym więcej. Z trudno zrozumiałych przyczyn klub takich nie tylko zatrudnił, ale i latami się ich kurczowo trzymał spokojnie obserwując, jak konkurencja rośnie w siłę. Skoro więc teraz nie udało się znacząco wzmocnić personalnie drużyny, to jedyna nadzieja w osobie trenera – mądrego, z pomysłem na grę.
Wszyscy mogliśmy oglądać sparingi Lecha podczas obozów w Turcji i wyrobić sobie opinię o możliwościach drużyny. Nie można powiedzieć, by gra Kolejorza nas zaskoczyła. Już jesienią wiedzieliśmy, że jej główny atut to umiejętność błyskawicznego przechodzenia do ofensywy, konstruowania błyskawicznych ataków z wykorzystaniem umiejętności piłkarzy, ich mobilności. W sparingach widzieliśmy mnóstwo takich akcji, a powrót do zdrowia i wysokiej (jak się wydaje) formy Szymka Pawłowskiego to nadzieja na zdobywanie wielu goli.
Znacznie gorzej, czyli dokładnie tak samo jak jesienią wyglądała postawa Lecha w defensywie. Co prawda wykrystalizował się optymalny skład bloku obronnego, ale chyba nie udało się wykorzenić wszystkich niedoskonałości w ustawieniu, indywidualnych błędów. Trudno nie dostrzec postępów w grze Tomka Kędziory. Nie można tego powiedzieć o Douglasie, lepszym w grze do przodu niż w defensywie, przegrywającym rywalizację z weteranem Henriquezem, u którego nie zbuduje się już szybkości i dynamiki. Nie wiemy, czy obrona Lecha spełni nadzieje. Pewne jest tylko to, że trener ma kim zastąpić tego, co zawiedzie.
Jesienią zmartwieniem sztabu trenerskiego były kontuzje piłkarzy. U progu nowej rundy trzeba się zmagać z tym samym problemem. W kluczowym momencie przygotowań do rozgrywek drużyna straciła Karola Linetty’ego. Dolegliwości nie pozbył się Kebba Ceesay, który tylko na chwilę pokazał się w drużynie po długiej przerwie. Oby nie powtórzyła się sytuacja z Vojo Ubiparipem, który wyleczył się po zerwaniu więzadeł w kolanie, ale przez całą rundę zmagał się z konsekwencjami tego urazu. Jeszcze raz pechowcem okazał się Jasmin Burić. Wiosna powinna wykazać wartość Muhamada Keity, o ile pozwoli mu na to stan zdrowia.
Czy zdrowy już Vojo będzie wiosną głównym napastnikiem Lecha? Trudno to przewidzieć, choć trener w ostatnich meczach kontrolnych właśnie jego wystawiał w pierwszym składzie. Klubowi nie udało się pozyskać napastnika klasy Teodorczyka. Sadajew to piłkarz-niespodzianka. Potrafi dać dużo drużynie, potrafi też jej zaszkodzić kultywując swój wybujały temperament. Nikt nie zrozumie, co siedzi mu w głowie. Nawet partnerzy na boisku nie przewidzą, jak się zachowa mając piłkę przy nodze. Całe szczęście, że w Lechu gole zdobywają prawie wszyscy, że w ataku potrafią grać pomocnicy, a wysoką formę złapał Gergo Lovrencsics.
Z optymizmem i radością można patrzeć na coraz bardziej dojrzałą grę Dawida Kownackiego. Wychowanie takich graczy, jak on, Tomek Kędziora i Karol Linetty dowodzi, że w Lechu wiedzą, jak się to robi. Za chwilę w pierwszym składzie będziemy oklaskiwać Sanockiego. Miał wielkie szczęście, bo dość szybko i bez bolesnych konsekwencji zrozumiał, czym kierują się niektórzy piłkarscy agenci. Próbował szukać szczęścia, czyli pieniędzy tam, gdzie podobno płacą lepiej. Z pewnością nie pożałuje powrotu do Lecha, gdzie można rozwinąć skrzydła bardziej niż gdziekolwiek. Kto nie widział jego błyskotliwych akcji w meczu z Amkarem Perm – niech żałuje.
Kto zapamiętał świetne wyjazdowe mecze Lecha, niestety nieliczne, takie jak w Krakowie i we Wrocławiu, ten może mieć nadzieję, że drużyna zagra w ten sposób w każdym spotkaniu. Liczymy też, że nie zobaczymy już największych mankamentów w grze, szczególnie szkodliwych po stracie piłki. Atutem tego zespołu jest osoba trenera z wiedzą, jak się osiąga sukcesy. Po pozyskaniu Arnaud Djouma nie musi on obawiać się, że ofensywne plany wezmą w łeb, gdy ze składu wypadną Trałka lub Linetty. Jevticia lepiej wykorzystać do kreowania gry.
Józef Djaczenko



