Kiedy lider tabeli spotyka się z wiceliderem, mamy do czynienia z hitem ligowej kolejki. Drużyny rozegrały jednak tylko cztery mecze. Jest bardzo mało prawdopodobne, by układ na szczycie tabeli przetrwał próbę czasu. Kibice Lecha chcieliby wierzyć, że nie odda on prowadzenia, a do tego potrzebne jest pokonanie Lechii Gdańsk. To będzie pierwszy liczący się przeciwnik w nowym sezonie.

Dla gdańszczan wyjazdy do Poznania nie kojarzą się z miłą wycieczką. Zwykle tu przegrywają, niekiedy wysoko. Poprzedni sezon był dla Kolejorza kompletnie nieudany, ale z Lechią poradził sobie dwukrotnie nie tracąc bramki. Jesienią wygrał w Gdańsku 1:0, w rewanżu pokonał rywala 3:0. Wszystkie gole padły wówczas po przerwie, strzelili je Skóraś, Ishak z rzutu karnego i Ramirez. Wbrew wynikowi, nie była to łatwa przeprawa, rywal długo stawiał opór, zagrażał van der Hartowi. Podobnie dzieje się we wszystkich pojedynkach między tymi zespołami. Na szczęście Lech potrafi je wygrywać.

Latem przygotowująca się w Wielkopolsce do rozgrywek Lechia była rywalem sparingowym Lecha, a spotkanie zostało rozegrane przy Bułgarskiej. Lechia wygrała szczęśliwie 1:0. Mecz był okazją do organizacji festynu i prezentacji niekompletnej drużyny Lecha. Publiczność, którą liczyło się w setkach, a nie tysiącach, nie była zachwycona nieskutecznością Kolejorza. Bramkarz Alomerović obronił wiele strzałów Johannssona, Milicia, Skórasia, Amarala. Nie grał Ishak, a Sobiech podczas półgodzinnego występu „błysnął” rzadko widywanym pudłem.

Możemy być pewni, że tym razem Lech podejdzie do meczu z dużo większą koncentracją i determinacją, bo piłkarze wiedzą doskonale, jaki rysuje się przed nimi cel. Rywalizacja o miejsce w składzie wkrótce zacznie obowiązywać nie tylko środka pola. Dziś Ishak, Kamiński, Skóraś, Douglas są pewni występu od pierwszej minuty, albo z powodu wysokiej formy, albo braku konkurencji. Trener ma za to duży wybór w pomocy. W poprzednim meczu dowiódł, że potrafi z tego korzystać. Przesunięcie Satki na bok defensywy i wejście na boisko Kwekweskiriego zneutralizowało atuty beniaminka z Niecieczy.

Lechia pokonała 3:0 słabiutką ostatnio Cracovię. Słabiutką, ale grającą lepiej niż niedawno przeciwko Lechowi. Traciła bramki pechowo, na przykład po wykonywanym przez siebie rzucie rożnym i kuriozalnej kontrze. Porównując składy, Lech ma lepszych, do tego znajdujących się w niezłej formie zawodników. Atutem gości będzie zgranie, bo Piotr Stokowiec długo pracuje w Gdańsku i dysponuje szerokim składem. Duży wybór ma choćby w ataku, gdzie może postawić na doświadczonego Flavio i groźnego, choć potrafiącego też żałośnie zawodzić Zwolińskiego.

Lechowi zarzuca się, że punktuje tylko z powodu słabości przeciwników. Teraz ma dwie szanse udowodnić, że radzi sobie także z mocniejszymi zespołami. Tydzień po tygodniu zagra u siebie z Lechią i Pogonią. Dopiero po ich pokonaniu będzie można z odpowiedzialnością powiedzieć, że ten sezon rysuje się jako przełomowy, zwłaszcza w perspektywie zakontraktowania dobrych zawodników, którzy dopiero wejdą do drużyny.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak