„Pomarańczowe”, triumfatorki dwóch poprzednich turniejów olimpijskich w Pekinie i w Londynie, aktualne liderki rankingu światowego, były zdecydowanymi faworytkami. W ich zespole było 12 złotych medalistek z 2012 roku i 5 z 2008.
W finale dominowały Holenderki. Prowadziły 2:1 i 3:2. Ale Brytyjki, które wcześniej w grupie, w ćwierćfinale i półfinale wygrały wszystkie spotkania, mając bardzo mało okazji do zdobycia bramek były niesłychanie skuteczne. Wyrównały w I połowie na 2:2 i na 9 minut przed końcową syreną.
O wszystkim decydowały karne zagrywki. Wyspiarki wykorzystały dwie. A Holenderki ż a d n e j z czterech prób! Można więc mówić o „powtórce rozrywki”. Przed rokiem w Mistrzostwach Europy w Londynie Anglia (praktycznie tożsama z olimpijską Wielką Brytanią w Rio) także w karnych zagrywkach pokonała Holandię dwiema bramkami (3:1). I sięgnęła wówczas po pierwsze złoto na kontynencie.
Brąz dla Niemek (dziewiątych w rankingu światowym) po ich zwycięstwie w spotkaniu o trzecie miejsce z Nową Zelandią (nr 4) 2:1 (0:0). Zasłużenie.
Znowu w pierwszej czwórce zabrakło dwóch „pewniaków”. Po pierwsze Argentyny (nr 2 w rankingu FIH czyli Międzynarodowej Federacji Hokeja), a po drugie Australii (trzeciej w rankingu).
Polki dotychczas raz wystąpiły w turnieju olimpijskim. Było to w 1980 roku w Moskwie. Wówczas kobiety w olimpijskich zmaganiach uczestniczyły po raz pierwszy. W ostatnich latach biało-czerwone grają coraz lepiej. Może wystąpią w kolejnych igrzyskach w Tokio w 2020 roku?
(AK)



