Trener Lecha spełnił obietnicę, ale tylko jedną. Lech wystąpił w mocnym składzie. Nie sprawiał jednak wrażenia, by przyjechał do Szwajcarii wygrać po raz drugi. Nie radził sobie z rezerwami FC Thun. Trener tego zespołu zostawił tylko dwóch graczy z poprzedniego meczu, sięgnął po młodzież. To wystarczyło, by nie przegrać z Lechem tym razem nieporadnym, nie radzącym sobie z tępą nawierzchnią i z własnymi słabościami, z których najgorszymi było niechlujstwo i fatalna postawa obrony. Tradycji stało się zadość i Lech wciąż jest bez zwycięstwa w Szwajcarii. Najważniejsze jest jedna kto, że po remisie 2:2 awansował do Ligi Europy.
Spośród graczy pierwszego wyboru tylko Walemark i Rodriguez zaczęli rywalizację na ławce rezerwowych, ale i tak na boisku znaleźli się zawodnicy solidni, skoro Hiszpana na pozycji nr 10 zastępował Palma, a Szwed zrobił miejsce szybkiemu Hakansowi. Ten jednak nie dograł nawet pierwszej połowy, opuścił boisko skarżąc się na ból mięśnia. Taka dolegliwość znów staje się w drużynie epidemią. To się nie zmienia od kilku sezonów, a najgorzej dzieje się po okresie przygotowawczym. W miejsce leczącego się Ishaka zagrał, zgodnie z przewidywaniami, Agnero.
Lech nastawił się na wykorzystywanie miejsca zostawionego przez Szwajcarów, którym nie pozostało nic innego, jak atakować, by zakończyć rywalizację z twarzą. Pierwsze minuty upłynęły mu jednak na przyzwyczajaniu się do nietypowego boiska, na którym piłka odbijała się inaczej niż na normalnej nawierzchni, nie miała poślizgu. Mimo tego Poznaniacy i tak lepiej się tu czuli, sprawniej, swobodniej rozgrywali. Tyle, że nie wyrażali zainteresowania atakowaniem, bo kiedy dobrze grający daleko od swej bramki Agnero mógł pobiec na bramkę, niespodziewanie zwolnił, a potem piłkę stracił. Podobnie zachowywał się, i to nie raz, Palma. Było to niepokojące.
Jednak kiedy Lech już wyprowadził składną akcję, padł gol. Palma z lewej strony boiska przerzucił piłkę na prawą, gdzie znajdował się Gumny, który kończył strzelanie w Poznaniu i zaczął je w Thun. Spokojnie przyjął piłkę i posłał ją tam, gdzie chciał. Obrońcy go nie atakowali. Po chwili mogło być jeszcze lepiej, jednak sędziowie nie zareagowali na ewidentną rękę w polu karnym. Turecki sędzia był beznadziejny, gwizdał po każdym kontakcie między piłkarzami. Potem było jeszcze gorzej, bo Szwajcarzy wyrównali po szybkiej akcji. wykorzystując bierność poznańskiej obrony. Gospodarze grali radośnie, nie zawracając sobie głowy obroną, więc goście mieli sporo wymarzonej przestrzeni, ale tego nie wykorzystywali, a co gorsze, sami się odsłaniali i pod bramką Lisa bywało niebezpiecznie. Raz dobrze przedarł się z piłką Hakans i pobiegł na bramkę, marnując jednak akcję w decydującej chwili. Potem w jego miejsce wszedł Walemark.
Kilka minut przed końcem pierwszej połowy Sayyadmanesh ukradł Agnero fantastyczną asystę. Iworyjczyk popisał się akcją nie w swoim stylu, ogrywając kilku rywali i prostopadle podając Irańczykowi, który będąc sam na sam uderzył jak mocno, tak niecelnie. To pudło się zemściło, bo jeszcze w pierwszej połowie gospodarze wyszli na prowadzenie. Tym razem to oni wykorzystali wolną przestrzeń, błąd Gurgula i niezdecydowanie środkowych obrońców Lecha. Niechlujstwo, znak firmowy tej drużyny, okazało się kosztowne.
Druga połowa to jeszcze gorsza gra Lecha, który nijak nie potrafił się ogarnąć, choć grał przeciwko zespołowi zestawionemu eksperymentalnie. Popełniał nieprowokowane błędy, zwłaszcza w obronie, jakby był zainteresowany zwycięstwem gospodarzy. Nie wszystko można tłumaczyć sztuczną trawą. Ważni zawodnicy, dający Lechowi ostatnie zwycięstwa, teraz byli dziwnie bezradni, zwłaszcza Palma i Sayyadmanesh. Niepewnie czujący się w Thun Kozubal po przerwie został zmieniony przez Murawskiego.
Sayyadmanesha zastąpił jeszcze słabszy, jak się miało okazać, Rodriguez, któremu boisko służyło jeszcze mniej niż kolegom, notował stratę za stratą. Całe szczęście, że Lech ma Walemarka i że Szweda akurat było stać, by ujawnić klasę. Przyjął piłkę po dalekim (jednym z nielicznych celnych) wybiciu Lisa na prawą stronie boiska, rozpędził się, zszedł do środka i w swoim stylu strzelił mocno z rotacją, trafiając w długi róg. Potem Lechowi coraz trudniej było atakować. Palma przeprowadził niezłą, ale nieskuteczną akcję, ale potem zmagał się ze skurczem mięśnia, a wszystkie zmiany zostały już wykorzystane. Frederiksen wściekał się w swoim boksie tak bardzo, że ujrzał żółtą kartkę.



