Ponad 30 tysięcy kibiców chce obejrzeć zwycięstwo Lecha nad GKS Katowice. Być może w niedzielę jeszcze więcej osób poczuje się zachęconymi ładną pogodą i spodziewanymi emocjami. Finał sezonu zbliża się wielkimi krokami, trzeba ich postawić dokładnie siedem nie oglądając się na wyniki ligowej konkurencji, a jest ona w tym sezonie zaskakująco nierówna. Uznawana za głównego konkurenta Lecha Jagiellonia ostatni raz zwyciężyła 7 lutego, pokonując u siebie Motor. Czy można wygrać ligę tracąc punkty na tak ważnym etapie rozgrywek w ośmiu kolejnych meczach? Nawet w Polsce byłby to duży wyczyn.
Lech też kiepsko punktował, ale na etapach wcześniejszych. Ostatnio głównie wygrywa, dlatego lideruje. W niedzielę ma szansę wywalczyć kolejne punkty. Jest faworytem, typy bukmacherów nie pozostawiają wątpliwości, nawet remis byłby sporą niespodzianką. Jednak trener Niels Frederiksen twierdzi, a trudno w jego słowach doszukiwać się kurtuazji, że „Gieksa” to mocna, dobrze zorganizowana, ciekawie grająca drużyna. Szczególnie dobrze idzie jej wiosną, pnie się w górę tabeli, ma tylko sześć punktów straty do lidera, jeszcze mniej do miejsca dającego przepustkę do Europy. Jeśli nie spuści z tonu w ostatnich meczach, szanse na to ma całkiem realne.
W czwartek przepadła jej szansa kwalifikacji do Ligi Europy, czyli zdobycia Pucharu Polski. W półfinale dopiero w rzutach karnych przegrała na wyjeździe z Rakowem. Ten mecz był prawdziwą wymianą ciosów. GKS do przerwy prowadził 2:0 i był panem sytuacji. Szybko jednak zrobił się remis, oba zespoły strzeliły jeszcze po golu, w dogrywce po kolejnym, sprawę awansu rozstrzygnęły źle przez Katowiczan wykonywane rzuty karne. Czy zmęczenie da się tej ekipie we znaki, gdy już po trzech dniach trzeba grać przy Bułgarskiej z liderem?
Zdaniem Frderiksena – absolutnie nie. Właśnie rywalizacja z liderem, przy wypełnionych trybunach, doda gościom energii. Nie poddadzą się, Lecha czeka trudne zadanie, jeśli wygra, to z trudem, dając z siebie tyle, ile może. Drużyna Kolejorza przystąpi do tego meczu osłabiona brakiem Ismaheela, który w tygodniu trenował indywidualnie lecząc uszkodzony w Białymstoku bark. Trener twierdzi, że decyzja w sprawie gry skrzydłowego zapadnie w ostatniej chwili, ale oceniając to realnie, prawdopodobieństwo jego występu jest małe.
Jest i dobra wiadomość – Filip Jagiełło w tygodniu trenował na pełnych obrotach, w niedzielę będzie w końcu do dyspozycji trenera. Przyda się w sytuacji, gdy obniżyła się forma Rodrigueza, jednego z tych, co udają defensywnego pomocnika. Oby tylko długa przerwa w grze Jagiełły nie przełożyła się na jego możliwości. Przeciwnik cechuje się tym, że gole dla niego regularnie zdobywają obrońcy. Jednak jeden z nich, Lukas Klemenz, zszedł w czwartek z boiska z urazem mięśnia, być może nie wystąpi w Poznaniu.


