W najmniej oczekiwanym momencie, gdy Kolejorz uplasował się na szczycie tabeli i uznawany jest za głównego faworyta do mistrzostwa Polski, pojawiły się medialne doniesienia, jakoby duński trener po sezonie opuszczał Polskę, klub nie jest bowiem zainteresowany przedłużeniem wygasającego w czerwcu kontraktu. Trudno się dziwić, że konferencja prasowa, poświęcona niedzielnemu meczowi z GKS Katowice, zaczęła się od pytań w tej właśnie sprawie.
Trener był zdziwiony taką sytuacją, niechętnie się do niej odnosił twierdząc, że w tym momencie dzieją znacznie ciekawsze i ważniejsze rzeczy niż plotki i medialne pogłoski. – Nie polecam poważnie traktować wszystkiego, co się usłyszy. W większości są to po prostu głupoty – stwierdził przypominając, że każda umowa dotyczy dwóch stron. Obie muszą wyrazić zgodę na zawarty układ. – Decyzję w mojej sprawie musi podjąć klub, ale i ja muszę zrobić to samo. Mój kontrakt wygaśnie z końcem sezonu. Nie wykluczam żadnego rozwiązania. Być może zostanę w klubie, być może odejdę – mówił.
Trener przyznał, że rozmawia z klubem o nowej umowie, ale żadna ze stron niczego jeszcze nie postanowiła. – Teraz wszystkim nam zależy tylko na tym, żeby skończyć ten sezon w dobrym stylu. Chcemy obronić tytuł mistrzowski, co Lechowi zdarzyłoby się pierwszy raz od ponad 30 lat. Właśnie ta myśl zaprząta moje myśli w tym momencie. Dopiero potem podejmiemy decyzję. Gwarantuję, że nastąpi to przed początkiem nowego sezonu – dodał trener.
– A gdyby doszedł pan do porozumienia z Lechem, a w międzyczasie pojawiła się opcja objęcia funkcji selekcjonera reprezentacji Danii, ku czemu by się pan skłaniał? – padło następne pytanie. – Nie wydaje mi się, by taka sytuacja wystąpiła. Dania ma dobrego trenera, z wciąż ważnym kontraktem. Jednak porozumiewając się z Lechem musielibyśmy wziąć pod uwagę różne okoliczności, takie jak możliwość wykupienia mnie przez kogoś innego przy odpowiedniej kwocie. Na omówienie wszystkich tych wariantów, które są ważne i dla klubu, i dla mnie, przyjdzie czas – zakończył.


