Mamy drużynę. Nie tylko piłkarzy
Lasse Nielsen, obrońca Lecha twierdzi, że woli wygrać mecz 1:0 niż 4:1. Jak z tego wynika, stratę choćby jednej bramki traktuje jako coś porównywalnego do porażki. W tym roku nie było mu dane przeżywać czegoś tak okropnie upokarzającego. Lech kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, wszystkie do zera. To zjawisko nienormalne, wręcz nienaturalne. Czegoś takiego jeszcze w tym klubie nie było, choć grało tu wielu klasowych obrońców i wyśmienitych bramkarzy.