Szło jak po grudzie, ale wrocławskie męczarnie dały Lechowi zwycięstwo

Kroczek do mistrzostwa zrobiony. To był mecz, w którym wszystko było przeciwko Lechowi. Na szczęście dał radę, wykazał dojrzałość, strzelił bramkę. Znów wykorzystał kwadrans poznański, gdy po bezbarwnej pierwszej połowie wynik rozstrzyga się na początku drugiej. Miał jeszcze okazje bramkowe, które przepadły. Osłabienia i krótki czas po przerwie reprezentacyjnej nie zatrzymały go w drodze po tytuł.

Skład zaskoczył wszystkich, nie tylko z powodu zmiany bramkarza. Można się było zastanawiać, która formacja jest bardziej osłabiona – obrona bez Salamona czy atak bez Ishaka. Do Wrocławia nie przyjechał Ba Loua. Na ławce zasiadł sponiewierany psychicznie i fizycznie w Chorzowie Karlstrom. Dla Macieja Skorży nie był to z pewnością skład marzeń. Do tego przyszło rozegrać pierwszy mecz po przerwie reprezentacyjnej, i to już w piątek. Trudno w takiej sytuacji o optymizm.

Trener Skorża spodziewał się dominacji Lecha od samego początku, jednak nic takiego nie nastąpiło. Gra była wyrównana, ale mało składna. Lech najczęściej zagrywał do tyłu, wycofywał piłkę do bramkarza nawet z pola karnego Śląska. Nie było akcji ofensywnych, próby ataku ograniczały się do nieudanych dryblingów, głównie Kamińskiego. Aktywny był Amaral, ale w środku pola, pod bramką rzadko się pokazywał.

Im dłużej trwał mecz, tym mniej było Lecha na boisku. Śląsk uzyskiwał przewagę, wykonywał rzut wolny za faul Amarala przed polem karnym. Lech nie radził sobie z pressingiem gospodarzy, dawał się ogrywać i zamykać na własnej połowie. Nie wyglądało to ciekawie i nie rokowało dobrze. Wszyscy zawodnicy Kolejorza grali poniżej swych możliwości, szczególnie dotyczy wyjątkowo słabego Velde.

Dopiero w 39 minucie Lech miał doskonałą okazję bramkową. Kownacki umiejętnie zabrał się z piłką w pole karne, mógł oddać strzał, wypatrzył jeszcze Amarala, ale ten nie trafił w piłkę. Po chwili Śląskowi udało się przechwycić piłkę i przeprowadzić groźny atak, Lech musiał się ratować wybijaniem na ślepo. To była bardzo słaba połowa w wykonaniu gości. Miejscowi zawodnicy szybko się przekonali, że przeciwnik wcale nie jest groźny, wystarczy dobra organizacja gry, by go zneutralizować i czekać na swoją szansę.

W przerwie nastąpiło jednak przegrupowanie w składzie Lecha, w zespół wstąpił nowy duch. Nie grał już podobno gorączkujący Milić, do środka obrony wszedł Kędziora, na boku pojawił się Pereira. W miejsce Velde wszedł do gry Skóraś. Od razu Kolejorz stworzył bardzo groźną akcję, był o włos od gola, obrońca wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Kamińskiego. Minutę później padł gol. Po dalekim wybiciu piłki przez van der Harta Skóraś wygrał walkę wręcz z obrońcą Lewkotem, popędził na bramkę i pokonał bramkarza, trafiając najpierw w wewnętrzną część słupka. Kwadrans poznański jeszcze raz przyniósł powodzenie. Najwięcej dobrego Lechowi dało wejście Periery,.

Kownacki miał po kilku minutach miał dwie okazje do podwyższenia wyniku. Najpierw przegrał pojedynek z obrońcą próbując jeszcze wywalczyć rzut karny, potem sfinalizował bardzo ładną, płynną akcję ofensywną, jednak bramkarz zdoła odbić piłkę. To był inny Lech niż przed przerwą. Jednak energii wystarczyło mu ledwo na kwadrans poznański, potem stopniowo mecz się wyrównywał, a gdy zaczynał się kwadrans ostatni, VAR badał, czy Satka nie faulował w polu karnym. Werdykt był dla Lecha korzystny.

Śląsk do końca niemrawo atakował, wygrywał pojedynki o piłkę, często ją przejmował, a Lechowi brakowało płynności w grze, celnych podań, by strzelić kolejne bramki, choć okazje były. Gdyby Kownacki był mniejszym egoistą i zamiast szukać Amarala próbował strzelać, być może przyniosłoby to skutek. Męczarnie trwały 97 minut, bo sędzia przedłużył najpierw mecz, potem czas doliczony. Po końcowym gwizdku kibice mogli fetować zwycięstwo wspólnie z bardzo liczną grupą swych kibiców.

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 0:1 (0:0)
Bramka: Michał Skóraś 48.
Żółte kartki: Mączyński, Expósito.
Śląsk: Michał Szromnik, Patryk Janasik, Łukasz Bejger, Mark Tamas, Daniel Leo Gretarsson (46 Szymon Lewkot), Victor Garcia, Waldemar Sobota (75 Patrick Olsen), Krzysztof Mączyński (83 Dannis Jastrzembski), Petr Schwarz, Caye Quintana (66 Robert Pich), Erik Exposito (76 Fabian Piasecki).
Lech: Mickey van der Hart, Tomasz Kędziora, Lubomir Satka, Antonio Milić (46 Joel Pereira), Pedro Rebocho. Kristoffer Velde (46 Michał Skóraś), Radosław Murawski (71 Jesper Karlstrom), Pedro Tiba (78 Nika Kwekweskiri), Joao Amaral, Jakub Kamiński (82 Filip Marchwiński), Dawid Kownacki.
Sędziował Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 14 112.

Udostępnij:

Podobne

Czekając na inwestycje

Wywalczenie mistrzostwa Polski pozwoliło Lechowi zarobić niemałe pieniądze, przekraczające 30 milionów zł. Jeszcze większe kwoty czekają w europejskich pucharach. Im Kolejorz dłużej w nich pogra,

Bezkonkurencyjni. I niech tak zostanie

Z Gali Ekstraklasy, podsumowującej ligowy sezon, piłkarze Lecha wracają z nagrodami świadczącymi o zdominowaniu konkurencji. Najlepszym młodzieżowcem kapituła wybrała Jakuba Kamińskiego, najlepszym obrońcą Bartosza Salamona,