Szczęśliwe zwycięstwo dodało wiary. Nie wolno nie pójść za ciosem

Lech pokonał u siebie groźną, będącą na fali Pogoń Szczecin, a po tygodniu musi się zmierzyć z beniaminkiem, Puszczą Niepołomice. Nie ma co porównywać klasy jednego i drugiego przeciwnika, ale wrócić z Krakowa z punktami nie będzie łatwo. Nisko notowany, ale niewygodny rywal potrafi obrzydzić grę każdemu.

Nowy duch wstąpił w Lecha po niedzielnym zwycięstwie. Już w trakcie spotkania, po objęciu prowadzenia, piłkarzom Kolejorza nagle urosły skrzydła, zapomnieli o zmęczeniu, o pierwszych gwizdach słyszanych z trybun. Trwonienie punktów, nieumiejętność zdobywania goli wywarły na nich psychiczną presję, wymuszały grę pod dużym napięciem. Zwycięstwo nad Pogonią, niezbyt zasłużone, spadło jak z nieba. Gra wciąż kuleje i choć szło w tym spotkaniu jak po grudzie, udało się pokonać zespół, który stworzył więcej okazji, panował nad wydarzeniami.

W ostatnich dniach, jak zapewnił trener Mariusz Rumak, żaden piłkarz nie wypadł z drużyny z powodów zdrowotnych. Dagerstala już w tym sezonie na boisku nie zobaczymy, mało też prawdopodobny jest powrót do gry Gholizadeha. Trenerowi pozostało tylko dwóch skrzydłowych – Ba Loua i Velde. Nie są oni w szczytowej formie, szczególnie Norweg obniżył loty, Lech ostatnio nie jest zależny od jego akcji i strzałów. Za to do zdrowia wracają Sousa i Ishak, któremu wprawdzie wciąż dużo brakuje do formy z poprzednich sezonów, ale przynajmniej trener może powiedzieć, że ma w zespole klasyczną „dziewiątkę”. Dotychczas był jej pozbawiony, młody napastnik Szymczak jest graczem innego typu.

Na skrzydłach i w ataku rywalizacji nie ma, ale trener ma wreszcie dużą swobodę manewru w strefie środkowej. Może korzystać z Murawskiego i Karlstroma, na „dziesiątce” ma odzyskującego formę Sousę i Marchwińskiego, jest i doświadczony, mający duże umiejętności Kwekweskiri, którego szkoda zostawiać na długo na ławce. Mariusz Rumak przekonuje, że ani Sousa, ani Marchwiński nie są skazani na grę na jednej pozycji, nie muszą o nią rywalizować. Mogą na boisku znaleźć się razem. Taki wariant prawdopodobny jest już w sobotę.

Beniaminek wygrywa bardzo rzadko, w tym sezonie udało mu się to tylko pięciokrotnie. Potrafi jednak remisować, pozbawiać przeciwników atutów, wprowadzać na boisku chaos, w którym czuje się bardzo dobrze, jest mistrzem w przeszkadzaniu, twardej walce, przejmowaniu tzw. drugich piłek. Najwięcej bramek zdobywa po stałych fragmentach, korzysta z zamieszkania wywoływanego w polu karnym przeciwnika choćby i po dalekich wrzutach z autu.

Trener Lecha zdaje sobie sprawę, że w tym spotkaniu trudno będzie liczyć na wolne przestrzenie na boisku, pozwalające piłkarzom rozpędzić się, szukać dośrodkowań. Ewentualne punkty trzeba wyszarpać, przyjąć twardą walkę, nie unikać starć. To nie będzie piłkarska uczta, wysokie umiejętności piłkarzy nie muszą odegrać decydującej roli. W Poznaniu Lech wygrał z Puszczą 4:1, ale nie obeszło się bez zaciętej walki, straty gola po katastrofalnym błędzie.

Tym meczem Lech rozpoczyna sesję wyjazdową do beniaminków, w międzyczasie zmierzy się u siebie z Cracovią przy całkowicie wypełnionym stadionie (pozostało kilkanaście tysięcy wejściówek). Los stworzył mu wielką szansę – może zanotować serię pięciu kolejnych zwycięstw. Przy mało regularnej grze głównych rywali wejście na szczyt tabeli nie przedstawia się jako misja nie do wykonania. Problem tylko w tym, że Kolejorz, szczególnie w tym sezonie, jest mistrzem w trwonieniu takich sposobności.

Udostępnij:

Podobne