Okiem kibica: Przełamanie w mistrzowskim stylu

Sobotni wynik 3:0 robi wrażenie, tym bardziej, że zakończył serię trzech ligowych meczów bez zwycięstwa. Ten rezultat daje praktycznie gwarancję startu w przyszłorocznych eliminacjach Ligi Konferencji, ale przez zwycięstwo Pogoni z Legią, Lech wciąż znajduje się poza podium. Szczecinianie cieszą się bardzo dobrą formą na finiszu i siedmioma spotkaniami bez porażki, ponadto mają przed sobą łatwiejszy terminarz od ustępującego mistrza Polski. Drużyna Johna van den Broma ma przed sobą wyjazdy do nowego zwycięzcy Ekstraklasy, Rakowa i do niepokonanej u siebie od listopada Korony, a rozgrywki zakończy przy Bułgarskiej starciem z Jagiellonią. Ekipa Jensa Gustafssona podejmie czerwoną latarnie, Miedź, uda się do niegrającego już o nic Górnika i sezon zwieńczy u siebie meczem z Radomiakiem.

Zgodowy pojedynek z Pasami miał też akcent pozaboiskowy. Na trybunach Stadionu Poznań zasiadło kilkanaście tysięcy dzieci w ramach akcji „Kibicuj z klasą”. Przed meczem można było się spodziewać podobnej gry, jak przed tygodniem z Górnikiem, jednak z obozu gospodarzy szły sygnały o bojowych nastrojach i chęci zdobycia kompletu zwycięstw do końca rozgrywek. W składzie zabrakło portugalskiego tria, natomiast znów wśród wybrańców holenderskiego trenera znalazł się notorycznie zawodzący Artur Sobiech. Rywale od pewnego czasu wybiegają na murawę bez presji, która piłkarzom Lecha towarzyszy od wielu miesięcy. Jacek Zieliński nie przeprowadził rewolucji w podstawowej jedenastce i w większości wystawił optymalne zestawienie. 

Goście zaskoczyli podejściem do meczu. Znani są z defensywnej gry i szukania szansy w kontrach. W Poznaniu chcieli zagrać ofensywnie, z większym posiadaniem piłki i stwarzać zagrożenie pod bramką Filipa Bednarka. Niewątpliwie ucieszył się z tego Lech, który świetnie potrafi karcić tak grających przeciwników. Szczególnie w takiej taktyce dobrze odnajduje się Kristoffer Velde, który w sobotę przy Bułgarskiej dał prawdziwy show. 

Po dwudziestu kilku minutach Lech prowadził już dwoma bramkami. Po złym rozpoczęciu od bramki, piłkę do przodu posłał Sobiech, dopadł do niej Velde, który minął Karola Niemczyckiego i bezproblemowo otworzył worek z bramkami. Nie minęła minuta, a Norweg popisał się fenomenalnym zagraniem fałszem wprost do Filipa Marchwińskiego, który po uderzeniu od słupka podwyższył wynik spotkania. Pod koniec pierwszej połowy z kontrą znów ruszył skandynawski skrzydłowy, po którego podaniu wynik ustalił Michał Skóraś.

Druga połowa była zdecydowanie spokojniejsza, Lech kontrolował przebieg gry, próbował stwarzać kolejne szansę, nawet bramkę zdobył Jesper Karlstrom, ale piłka chwilę wcześniej opuściła boisko. Cracovia też nie chciała się poddawać. Trener Zieliński przeprowadził kilka roszad, groźnie próbował m.in. Rakoczy, ale Filipowi Bednarkowi udało się zachować czyste konto. Około 20 minut przed rozbrzmieniem ostatniego gwizdka arbitra trener van den Brom, zasiadający na trybunach, zdecydował się na zmiany. Wśród zawodników, którzy pojawili się na murawie, znalazł się Jakub Antczak, dla którego był to pierwszy występ w tym sezonie.

W niedzielę może się okazać, że Lecha prawdopodobnie zabraknie w tym roku na podium. Kolejorz uda się na teren nowego mistrza kraju, który niewątpliwie ma patent na mecze z tym konkretnym przeciwnikiem. Raków ostatni raz dał się pokonać na początku 2020 roku i od tego czasu nie przegrał następnych 8 spotkań. Chwilę przed pojedynkiem w Częstochowie. Pogoń Szczecin zagra z najsłabszą w lidze Miedzią. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Duma Pomorza łatwo pokona rywala i w tym wypadku powrót do Poznania bez kompletu punktów oznacza praktycznie brak szans na trzecią lokatę.

John van den Brom z pewnością będzie chciał wystawić optymalny skład. Zagwozdkę dla szkoleniowca może stanowić obsada boków obrony i pozycji napastnika, w tych miejscach nie ma wyraźnych kandydatów lub są mocno zmęczeni trudami sezonu. Prawdopodobnie kompletnie inaczej podejdzie odchodzący po sezonie, Papszun. Aż czterech jego zawodników pauzuje za kartki, a cała reszta może być zajęta świętowaniem pierwszego tytułu w historii klubu. Możliwe jest też, że trener Medalików po raz ostatni zmobilizuje podopiecznych, by pokonać rywala, na którym zawsze mu szczególnie zależało.

W kadrze Rakowa nie brakuje bardzo dobrych zawodników, jednak największym ich atutem jest zespołowość. Ivi Lopez obniżył loty względem poprzedniego sezonu, ale wciąż jest ważnym elementem układanki. Ważnymi częściami ofensywy są też Kochergin i Nowak, w ich zespole brakuje jakościowego napastnika, a podstawowy gracz na tą pozycję – Gutkovskis – woli błyszczeć poza boiskiem. Bardzo groźni są też wahadłowi – Jean Carlos i Fran Tudor. Defensywę trzymają: obrońca Stratos Svarnas i bramkarz Vladan Kovacevic. 

Najczęstszą przyczyną porażki z tym przeciwnikiem była gra pozycyjna Lecha i proste nadziewanie się na kontrataki. Raków pokazał, że gdy rywal oddaje mu inicjatywę, to ma spore problemy ze zdobyciem bramki. Tak było w m.in. w przegranym finale Pucharu Polski z Legią i ostatnim ligowym spotkaniu z Koroną. Kolejorz powinien pójść tą drogą, cofnąć się głębiej do defensywy i za sprawą Velde oraz Skórasia wyprowadzać zabójcze kontry, jak w spotkaniu z Cracovią. Triumf będzie świetnym zepsuciem mistrzowskiej fety, rewanżem za zeszłorocznym finał na Narodowym i należytym pożegnaniem nielubianego przez kibiców Lecha trenera Papszuna.

Mikołaj Duda

Udostępnij:

Podobne

Bezcenne zwycięstwo Warty

To był klasyczny mecz o sześć punktów. Warta mierzyła się z rywalem w walce o utrzymanie się w lidze – Koroną Kielce. Musiała walczyć w